Rząd miażdży projekt człowieka ubezpieczalni, który chciał ograniczyć działalność doradców odszkodowawczych

0
164

Rada Ministrów jest za dalszymi pracami nad senackim projektem ustawy o świadczeniu usług dochodzenia roszczeń odszkodowawczych, ale chce zmian. Opinia rządu na temat senackiej propozycji legislacyjnej jest bezwzględna.

 

Każdego roku składanych jest tysiące skarg na działalność ubezpieczycieli. Ci albo wypłacają zbyt małe środki finansowe albo wielu zdarzeń nie chcą w ogóle objąć ubezpieczeniem. W sukurs nie będącym prawnikami poszkodowanym Polakom przychodzili dotąd doradcy odszkodowawczy. Ich kancelarie niwelowały różnicę pomiędzy potężnym ubezpieczycielem, a zwykłym obywatelem. To nie podobało się Grzegorzowi Biereckiemu, senatorowi, który przygotował projekt ustawy w praktyce – zdaniem wielu ekspertów – niemalże likwidującej opłacalność funkcjonowania kancelarii odszkodowawczych.

 

Kim jest promotor senackiego projektu ustawy o świadczeniu usług dochodzenia roszczeń odszkodowawczych? Senator Grzegorz Bierecki jest przewodniczącym Światowej Rady Związków Kredytowych, ale przede wszystkim związany jest z ubezpieczycielami, których interesy zabezpiecza w jakiejś mierze proponowane prawo. W Senacie jest przewodniczącym senackiej Komisji Budżetu i Finansów Publicznych, ale najciekawsze w tym kontekście jest to, że Bierecki jest także jest członkiem rady nadzorczej w dwóch zakładach ubezpieczeń, należących do Polskiej Izby Ubezpieczeń.

 

To na jego projekcie rząd nie zostawił suchej nitki. Wnioski rządu nie tylko nie eliminują całkowicie (jak chciał senator) obszarów, na których może dochodzić do oferowania usług kancelarii odszkodowawczych, ale także nie pozwala na komunizm cenowy, który niszczy wolny rynek i ogranicza obywatelom możliwość wyboru.

 

„Odnosząc się do kwestii wynagrodzenia należy zwiększyć zaproponowany w art. 4 ust. 2 projektu poziom maksymalnego wynagrodzenia kancelarii z 20% do 25% wysokości uzyskanego odszkodowania”

 

– napisano w Stanowisko Rządu wobec senackiego projektu ustawy o świadczeniu usług w zakresie dochodzenia roszczeń odszkodowawczych wynikających z czynu niedozwolonego.

 

„Należy pamiętać, że strony będą zawierać umowę i same między sobą ustalać kwotę wynagrodzenia. Na rynku kancelarii odszkodowawczych występuje duża konkurencja i potencjalny klient będzie mógł wybrać dla siebie najkorzystniejszą ofertę, kierując się również wysokością wynagrodzenia. Określenie wynagrodzenia maksymalnego na zbyt niskim poziomie może skutkować ograniczeniem możliwości poszukiwania profesjonalnej pomocy przy skomplikowanych i czasochłonnych sprawach, w których wynagrodzenie maksymalne na poziomie 20% uzyskanego odszkodowania nie będzie adekwatne do nakładu pracy i zaangażowania doradcy odszkodowawczego”

 

Zobacz także  Frankowicze na start! Ekspert radzi co robić, by odebrać swoje pieniądze

– czytamy w Stanowisku.

 

Opinia prawna ze strony Rady Ministrów wykazała wiele błędów semantycznych, które prowadzą do dowolnego interpretowania proponowanych zapisów, ale co ważniejsze, podważyła treść samych zapisów merytorycznych czy liniowych projektu.

 

Dla przykładu „ustawa Biereckiego” przewidywała, że jeśli doradca ubezpieczeniowy uzyska należne obywatelowi świadczenia finansowe, to jego kancelaria będzie ostatnim ogniwem, do którego trafią pieniądze (w praktyce, te nie docierałyby do doradców w przypadku części klientów, którzy przeznaczyliby je w całości np. na pokrycie strat po np. utracie jakiegoś majątku, który był przedmiotem roszczenia).

 

„Odnosząc się do zagadnienia wypłaty odszkodowania do rąk poszkodowanego, należałoby wprowadzić tzw. split–payment, który zakładałby, że odszkodowanie wypłacane poszkodowanemu przez ubezpieczyciela mogłoby być pomniejszone o kwotę, która przypada doradcy odszkodowawczemu z tytułu wynagrodzenia za wykonaną przez niego usługę”

 

– proponuje z kolei strona rządowa.

 

„Wątpliwości budzi art. 4 ust. 3 projektu dotyczący dochodzenia zwrotu kosztów leczenia lub rent, zwłaszcza wobec lakonicznego uzasadnienia projektu ustawy w tym zakresie, zgodnie z którym „takie rozwiązanie ma na celu szczególną ochronę tych świadczeń”. Wynagrodzenie w tego typu sprawach, zgodnie z projektem w obecnym brzmieniu, musi być wyrażone jako oznaczona suma pieniężna i nie może być uzależnione od wyniku sprawy. Tego typu regulacja może osiągnąć skutek odwrotny od zamierzonego”

 

– twierdzi Rada Ministrów.

 

„Dodatkowo wskazane rozwiązanie nie wpłynie motywująco na doradcę, aby zrobić wszystko w celu uzyskania jak najwyższej kwoty dla swojego klienta, bo niezależnie od wysokości odszkodowania, poziomu nakładu pracy, a nawet wyniku sprawy – doradca zawsze otrzyma ustalone wynagrodzenie”

 

– te ostatnie zdanie ukazują niszczony przez projekt Biereckiego sens istnienia kancelarii odszkodowawczych, które pomagać mają obywatelowi w nierównej walce z ubezpieczycielami, których reprezentantem jest zresztą Bierecki, co jest – delikatnie mówiąc – legislacyjnym nietaktem ocierającym się nawet o lobbing.

Zobacz także  Welcome to Diyarbakır

 

„Funkcjonowanie kancelarii odszkodowawczych to sposób na zniwelowanie asymetrii w wiedzy i możliwości działania między zwykłym Kowalskim a wielką korporacją ze sztabem prawników i fachowców z innych dziedzin. Taka asymetria jest charakterystyczna dla rynku finansowego, ale tylko w tym jednym jego sektorze, czyli właśnie w ubezpieczeniach, wreszcie udaje się z nią skutecznie walczyć. Trudno się dziwić, że finansjera zgrzyta zębami”

 

– pisał dr Marian Szołucha, ekonomista, wykładowca w Akademii Finansów i Biznesu Vistula, członek Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego i New York Academy of Sciences.

 

Finansjera zgrzytać zębami będzie jeszcze bardziej, jeśli projekt w swoim finalnym brzmieniu zabezpieczy przede wszystkim interesu Polaków, a nie firm ubezpieczeniowych.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here