Tragiczna śmierć po kłótni przyjaciół! Dlaczego sądy nie uznały obrony, za obronę konieczną?

0
561

Media wielokrotnie opisywały tragiczną śmierć Bartosza Zająca, którego feralnie odepchnął jego dotychczasowy przyjaciel, Tomasz Greczkowicz. Aspekt polityczny kłótni po wyjściu z klubu, sprzeczki, szarpaniny, miał też wątek polityczny. Czy ten zaważył na decyzjach sądów? Nie wiadomo, jednak zmarły nie był zwyczajnym Kowalskim. Zając był kuzynem Damiana Bartyli, byłego prezydenta Bytomia. Rodzina Zająców z kolei jest sfamiliaryzowana z Pawłem Kuną związanym z tzw. układem wiedeńskim, czyli siecią powiązań byłych oficerów służb specjalnych PRL oraz przestępców i polityków. Kunowie robili interesy m.in. z Jeremiaszem „Baraniną” Barańskim i Ricardo Fanchinim vel Kozina. Paweł Kuna regularnie bywał na rozprawach przeciwko Tomaszowi Greczkowiczowi. Pełnomocnikiem rodziny Zająców był z kolei prof. Michał Królikowski, który jest podejrzany o pranie brudnych pieniędzy.

Zdarzenie było tragiczne, tym bardziej, że Zając był bliską dla Greczkowicza osobą. Chłopcy znali się od dzieciństwa. Ich ojcowie byli przyjaciółmi i prowadzili wspólnie interesy. Po pewnym czasie ojciec Zająca zmarł, a jego matka popełniła samobójstwo. Od tego czasu ojciec Tomasza Greczkowicza – Władysław Greczkowicz – pomagał finansowo Cezariuszowi oraz Bartoszowi Zającowi, zaopiekował się nimi, gdyż złożył taką obietnicę.

W momencie kłótni Bartosz Zając był w stanie silnego upojenia alkoholem, obrażał Greczkowicza, szarpał, opluł i zacisnął pięści sygnalizując atak. Silniejszy i większy Zając został przez media przedstawiony jako ofiara zawodnika MMA. Pokusie dziennikarskiej tabloidyzacji uległo wielu redaktorów, pomimo, że Greczkowicz odbył połowicznie jedną tylko walkę, którą zresztą zakończył w fatalny sposób, przegrywając ją pod każdym względem. To nie zmienia faktu, że broniący się Greczkowicz raz odepchnął lub uderzył agresora. Ten kilka kroków przeszedł do tyłu i upadł. Sąd, biegli, przeprowadzone dochodzenie potwierdziło tę wersję. Mało tego, dodano, że śmierć nastąpiła nie tyle z powodu uderzenia/odepchnięcia, co z powodu upadku i uderzenia głową o twardą nawierzchnię (zgon nastąpił później w szpitalu). Biegli nie mieli wątpliwości, że bycie pijanym ograniczało naturalne zachowania amortyzujące upadek.

Zobacz także  Flota USA ma być jeszcze większa

Pomimo tego, sąd nie uznał zdarzenia za obronę konieczną, ale nieumyślne spowodowanie śmierci, a całość zajścia sąd drugiej instancji potraktował karą – co najbardziej zdumiewające – bezwzględnego więzienia.

„W sprawie, w której występuję jako obrońca doszło do pewnego dysonansu. Polega on na tym, że wyjaśnieniom, relacjom mojego klienta sąd dał wiarę i co więcej, na tych wyjaśnieniach w dużej mierze sąd oparł ustalenia faktyczne, a jednocześnie nie poszedł o krok dalej i nie uznał, że w tej konkretnej sytuacji procesowej panu Tomaszowi przysługiwała obrona konieczna. Tym samym przysługiwało mu prawo odparcia ewidentnie bezprawnego, rzeczywistego i bezpośredniego ataku, który zaistniał

– tłumaczył w rozmowie z Robertem Wyrostkiewiczem, w programie „Nocna wymiana myśli” serwisu Sensie.pl mec. Adam Gomoła reprezentujący w sądzie Greczkowicza.

Zdaniem ekspertów prawa to napastnik, a nie napadnięty powinien przewidywać skutki swojego zachowania, a obrona konieczna powinna być przede wszystkim skuteczna. Dlaczego jednak sąd zadziwił wyrokiem bezwzględnej kary pozbawienia wolności dla broniącego się Greczkowicza? Jest jeszcze inne pytanie, które zadali dziennikarze serwisu wSensie.pl – czy układ wiedeński w związku z tym orzeczniczym curiosum nadal działa?…

Nie znamy odpowiedzi na te pytania.

Daria Przeworska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here