Tragiczna śmierć po kłótni przyjaciół! Dlaczego sądy nie uznały obrony, za obronę konieczną?

0
94

Media wielokrotnie opisywały tragiczną śmierć Bartosza Zająca, którego feralnie odepchnął jego dotychczasowy przyjaciel, Tomasz Greczkowicz. Aspekt polityczny kłótni po wyjściu z klubu, sprzeczki, szarpaniny, miał też wątek polityczny. Czy ten zaważył na decyzjach sądów? Nie wiadomo, jednak zmarły nie był zwyczajnym Kowalskim. Zając był kuzynem Damiana Bartyli, byłego prezydenta Bytomia. Rodzina Zająców z kolei jest sfamiliaryzowana z Pawłem Kuną związanym z tzw. układem wiedeńskim, czyli siecią powiązań byłych oficerów służb specjalnych PRL oraz przestępców i polityków. Kunowie robili interesy m.in. z Jeremiaszem „Baraniną” Barańskim i Ricardo Fanchinim vel Kozina. Paweł Kuna regularnie bywał na rozprawach przeciwko Tomaszowi Greczkowiczowi. Pełnomocnikiem rodziny Zająców był z kolei prof. Michał Królikowski, który jest podejrzany o pranie brudnych pieniędzy.

Zdarzenie było tragiczne, tym bardziej, że Zając był bliską dla Greczkowicza osobą. Chłopcy znali się od dzieciństwa. Ich ojcowie byli przyjaciółmi i prowadzili wspólnie interesy. Po pewnym czasie ojciec Zająca zmarł, a jego matka popełniła samobójstwo. Od tego czasu ojciec Tomasza Greczkowicza – Władysław Greczkowicz – pomagał finansowo Cezariuszowi oraz Bartoszowi Zającowi, zaopiekował się nimi, gdyż złożył taką obietnicę.

W momencie kłótni Bartosz Zając był w stanie silnego upojenia alkoholem, obrażał Greczkowicza, szarpał, opluł i zacisnął pięści sygnalizując atak. Silniejszy i większy Zając został przez media przedstawiony jako ofiara zawodnika MMA. Pokusie dziennikarskiej tabloidyzacji uległo wielu redaktorów, pomimo, że Greczkowicz odbył połowicznie jedną tylko walkę, którą zresztą zakończył w fatalny sposób, przegrywając ją pod każdym względem. To nie zmienia faktu, że broniący się Greczkowicz raz odepchnął lub uderzył agresora. Ten kilka kroków przeszedł do tyłu i upadł. Sąd, biegli, przeprowadzone dochodzenie potwierdziło tę wersję. Mało tego, dodano, że śmierć nastąpiła nie tyle z powodu uderzenia/odepchnięcia, co z powodu upadku i uderzenia głową o twardą nawierzchnię (zgon nastąpił później w szpitalu). Biegli nie mieli wątpliwości, że bycie pijanym ograniczało naturalne zachowania amortyzujące upadek.

Zobacz także  Ecce populus

Pomimo tego, sąd nie uznał zdarzenia za obronę konieczną, ale nieumyślne spowodowanie śmierci, a całość zajścia sąd drugiej instancji potraktował karą – co najbardziej zdumiewające – bezwzględnego więzienia.

„W sprawie, w której występuję jako obrońca doszło do pewnego dysonansu. Polega on na tym, że wyjaśnieniom, relacjom mojego klienta sąd dał wiarę i co więcej, na tych wyjaśnieniach w dużej mierze sąd oparł ustalenia faktyczne, a jednocześnie nie poszedł o krok dalej i nie uznał, że w tej konkretnej sytuacji procesowej panu Tomaszowi przysługiwała obrona konieczna. Tym samym przysługiwało mu prawo odparcia ewidentnie bezprawnego, rzeczywistego i bezpośredniego ataku, który zaistniał

– tłumaczył w rozmowie z Robertem Wyrostkiewiczem, w programie „Nocna wymiana myśli” serwisu Sensie.pl mec. Adam Gomoła reprezentujący w sądzie Greczkowicza.

Zdaniem ekspertów prawa to napastnik, a nie napadnięty powinien przewidywać skutki swojego zachowania, a obrona konieczna powinna być przede wszystkim skuteczna. Dlaczego jednak sąd zadziwił wyrokiem bezwzględnej kary pozbawienia wolności dla broniącego się Greczkowicza? Jest jeszcze inne pytanie, które zadali dziennikarze serwisu wSensie.pl – czy układ wiedeński w związku z tym orzeczniczym curiosum nadal działa?…

Nie znamy odpowiedzi na te pytania.

Daria Przeworska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here