Zbylut: Ministerstwo Infrastruktury chciało zniszczyć przedsiębiorców sektora stacji kontroli pojazdów!

0
87

„Jeśli nadal systemem badań technicznych pojazdów w Polsce, mają się zajmować te same osoby, które wprowadziły pod obrady Sejmu projekt ustawy Prawo o ruchu drogowym zatrzymany przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego, a więc propozycje zniszczenia polskiego systemu badań technicznych pojazdów, to przyszłość stacji kontroli pojazdów rysuje się w czarnych kolorach” – powiedział Kazimierz Zbylut, prezes Warszawskiego Stowarzyszenia Stacji Kontroli Pojazdów w rozmowie z Robertem Wyrostkiewiczem

Dr Marian Szołucha, ekonomista, pisał w zeszłym roku, że „Liczba stacji kontroli spada, głównie z uwagi na fakt, iż wysokość opłat za badania nie zmieniła się od 14 lat”. Czy coś się zmieniło na lepsze?

Niestety nie! Rok 2018 był pierwszym rokiem, w którym zanotowano spadek ilości stacji kontroli pojazdów o 25 w stosunku do najwyższej ilości. Z jednej strony ta ilość SKP odpowiada zapotrzebowaniu rynku, ale z drugiej strony samochodów ciągle przybywa i może być problem z zaspokojeniem potrzeb rynku w tym zakresie. Także z uwagi na fakt, że działalność ta zaczyna być deficytowa. Ceny badań technicznych regulowane są urzędowo rozporządzeniem ministra ds. transportu. Ostatnia taka regulacja miała miejsce w 2004 roku, a więc już blisko 15 lat temu i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie korekta opłat miała nastąpić. Okresy wyborcze nie sprzyjają tego rodzaju regulacjom. Nie chodzi tu o skokowe podwyższanie opłat za badania techniczne pojazdów, które byłyby dotkliwe dla posiadaczy pojazdów. Problem polega na tym, że nie waloryzowano tych opłat nawet o współczynnik inflacji (około 20% w ciągu tych 15 lat) czy wzrost kosztów łatwy do zweryfikowania. Dla przykładu podam fakt, że płaca minimalna w tym okresie wzrosła niemal trzykrotnie (z około 700 złotych w 2004 roku do 2250 złotych w br). Rentowność tego rodzaju działalności spadła w omawianym okresie o około 30% ze względu na wzrost cen wszystkich towarów i usług towarzyszących funkcjonowaniu stacji kontroli pojazdów. Jeśli dodam, że niektóre badania zostały zlikwidowane lub rozłączone, albo nie można pobrać za nich opłat to zespół wszystkich tych czynników sprawia, że wiele stacji kontroli pojazdów, a szczególnie wykonujących tylko badania techniczne pojazdów jest na skraju egzystencji i rozważa zakończenie tej działalności. W Ministerstwie Infrastruktury nie ma przychylności dla tego rodzaju działalności, a przykład projektu zmian w ustawie Prawo o ruchu drogowym jaki w ubiegłym roku trafił do sejmu świadczy nie tylko o braku zrozumienia czy złej woli, ale także o próbach upaństwowienia systemu badań technicznych, zniszczenia przedsiębiorców i urządzenia z tej działalności źródła dochodu i finansowania podmiotu państwowego podległego ministerstwu. Żadnego z tych działań legislacyjnych nie da się wytłumaczyć racjonalnie, a brak regulacji w zakresie opłat za badania techniczne był częścią większego planu ministerstwa, który na szczęście został w porę zatrzymany.

Zobacz także  Agata Czarnacka - Lewica smoleńska

Stacje kontroli pojazdów miały zostać obłożone dodatkowymi opłatami, jednak Jarosław Kaczyński spektakularnie zablokował nowelizację ustawy Prawo o ruchu drogowym wychodząc na mównice sejmowa tuż przed głosowaniem. Co tak naprawdę Wam groziło, czy może grozi nadal?

Istotnie, projekt ustawy został wycofany przed ostatecznym głosowaniem, dosłownie w ostatniej chwili. Oznacza to, że są w rządzie i partii rządzącej osoby otwarte na racjonalne argumenty. Szkoda, że takiej wrażliwości nie ma w Ministerstwie Infrastruktury. Tym bardziej, że owe ministerstwo było wielokrotnie informowane o szkodliwych skutkach rewolucyjnej zmiany w systemie badań technicznych wprowadzanej tą nowelizacją ustawy prawa drogowego. O naruszeniu zasady „UE+0” dwukrotnie informował zainteresowanych Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców pan Adam Abramowicz. Negatywnie zaopiniował projekt ustawy Związek Przedsiębiorców i Pracodawców. Mimo że projekt naruszał wiele przepisów Konstytucji Biznesu, a ze stroną społeczną konsultowana była tylko pierwsza spośród jego 10-u wersji, uporczywie forsowano go nadal i gdyby nie prezes Jarosław Kaczyński ustawa mogła by zostać uchwalona. Oznacza to, że w trakcie wielu miesięcy lekceważono głosy strony społecznej, organizacji przedsiębiorców i wielu, wielu osób i instytucji. Tymczasem projekt ustawy dotkliwie uderzał nie tylko w stacje kontroli pojazdów, ale także we właścicieli pojazdów.

Dlaczego, a raczej w jaki sposób?

Stacje kontroli pojazdów i właściciele pojazdów, obydwa środowiska miały finansować radykalne zmiany w nadzorze nad systemem badań technicznych pojazdów. Przedsiębiorcy mieli opłacać tzw. „opłatę jakościową” od każdego badania technicznego w wysokości 3,50 złotych. Wartość tej opłaty to około 70 milionów rocznie i 700 milionów w skali 10 lat. Właściciele pojazdów również mieli zasilić konto nowej jednostki nadzoru kwotą 489 milionów złotych w skali 10 lat z tytułu tzw. „opłaty sankcyjnej”, czyli o 50% wyższą opłatą za wykonanie badania technicznego po terminie. Tak wynika z wyliczeń projektodawców. Chociaż naprawdę koszty mogły być wielokrotnie wyższe, a jednostka nadzoru miała uprawnienia hegemoniczne. W skład tego festiwalu opłat wchodziły cztery kolejne, nowe opłaty obok dwóch obecnych zabranych starostom i wiele innych uciążliwości. Gdyby nie zablokowanie ustawy przez Jarosława Kaczyńskiego system badań technicznych pojazdów w roku 2020 w obecnej formie przestałby prawdopodobnie funkcjonować. Na potwierdzenie tej tezy zainteresowani są w stanie przytoczyć szereg argumentów i tyleż samo dowodów. Projekt ustawy, który – na całe szczęście – został zablokowany mógł zniszczyć polskich przedsiębiorców, którzy przed laty zainwestowali swój kapitał, a nierzadko także kredyty, by pomóc państwu w wypełnianiu jego powinności w zakresie troski o bezpieczeństwo w ruchu drogowym.

Zobacz także  Agnieszka Bógdał-Brzezińska - Epidemie i polityka

To już koniec zagrożeń?

Mamy nadzieję, że nie będzie powrotu do tej koncepcji funkcjonowania systemu badań technicznych pojazdów, która została w sejmie zablokowana, a autorzy zatrzymanego projektu nie będą mieli możliwości realizacji swoich szkodliwych pomysłów. Oczekujemy jako środowisko przedsiębiorców prowadzących stacje kontroli pojazdów, że wyjaśnione zostaną wątki publicznych kłamstw związanych z projektem oraz wyciągnięte stosowne konsekwencje personalne.

Poza ekonomią i słabą sytuacją finansową, brakuje chyba także w Waszej branży samych diagnostów. Mówiąc wprost, nie ma komu robić. Dlaczego? To nie jest chyba wyjątkowo ciężka praca.

Problem diagnostów jest bardziej złożony. Jak powszechnie wiadomo system kształcenia zawodowego w Polsce w poprzednich latach pozostawiał wiele do życzenia. Nie kształcono specjalistów w dziedzinach motoryzacyjnych i chociaż teraz to się zmienia potrzeba jednak więcej czasu. Również system szkolenia i egzaminowania diagnostów pozostawia wiele do życzenia. Dobrze przygotowany, wyszkolony i doświadczony personel oraz stabilne warunki pracy dla diagnostów wymaga działań systemowych, przejrzystych i klarownych. Diagnosta profesjonalny potrzebuje stałej wiedzy i ciągłego doskonalenia umiejętności zawodowych. Tymczasem w minionych latach zaniechano szkoleń, które w  Dyrektywie 2014/45/UE nazwano szkoleniami „przypominającymi”. Trzeba te szkolenia jak najszybciej przywrócić do polskiego prawa po to, by diagnosta miał możliwość aktualizowania wiedzy zgodnie z postępem technicznym i potrzebami zawodu. Jest to bowiem zawód trudny, a diagnosta musi znać w części lub całości ponad 100 aktów prawnych, które niestety ciągle się zmieniają. Powinny mu w tej pracy pomagać rozwiązania informatyczne i osiągnięcia techniki motoryzacyjnej. Tymczasem tak nie jest. Wystarczy wspomnieć, że system egzaminowania diagnostów budzi powszechną dezaprobatę. Średnia zdawalność egzaminu w Polsce nie przekracza 10%. Zastrzeżenia budzi nie tylko sposób ustalania pytań i ich treść, ale także sposób ustalania wyniku egzaminu i możliwość jego weryfikacji. Jeśli kandydat musi w ciągu 7 dni przyjechać z drugiego końca Polski po to, by sprawdzić swoje wyniki to z góry wyklucza to możliwość takiej weryfikacji, chociażby ze względu na koszty. Kompletny brak transparentności i wykorzystania osiągnięć techniki informatycznej. Znane są przypadki kiedy kandydat podchodził do egzaminu ponad dziesięciokrotnie. Każdy nowy egzamin to kolejna opłata. Rosną więc koszty i niechęć do tego zawodu. W regulacjach prawnych dotyczących tego zawodu jest wiele rozwiązań niezgodnych ani z logiką, ani z duchem czasu. Kolejnym skutkiem takich rozwiązań jest brak chętnych do wykonywania tego niełatwego zawodu, gdzie zamiłowanie do motoryzacji musi iść w parze z zamiłowaniem do zgłębiania przepisów prawa. Trzeba jednak problem diagnostów rozwiązać nie tylko z uwagi na potrzeby stacji kontroli pojazdów, ale także z uwagi na wymagania Dyrektywy 2014/45/UE. Dostępność do zawodu musi być większa, a wymagania bardziej przyjazne.

Zobacz także  Robert Kostro - Co zyskaliśmy na tej wojnie?

Jak widzi Pan przyszłość stacji kontroli pojazdów w Polsce? Widać jakieś światełko w tunelu?

Sektor stacji kontroli pojazdów potrzebuje tego, czego oczekują wszyscy przedsiębiorcy w Polsce, to jest prostego i jasnego prawa i partnerskiego, pomocnego nadzoru. Im więcej skomplikowanych regulacji prawnych, tym więcej utrudnień i hamulców w rozwoju przedsiębiorczości. Pierwszym warunkiem dobrego systemu badań technicznych jest zrozumienie tej problematyki w samym ministerstwie ds. transportu. Do czasu, gdy tego zrozumienia nie będzie oczekiwanych zmian również nie będzie. Jeśli nadal systemem badań technicznych pojazdów w Polsce, mają się zajmować te same osoby, które wprowadziły pod obrady Sejmu projekt ustawy Prawo o ruchu drogowym zatrzymany przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego, a więc propozycje zniszczenia polskiego systemu badań technicznych pojazdów, to przyszłość stacji kontroli pojazdów rysuje się w czarnych kolorach. Jeśli rządzącym naprawdę zależy na dobrym funkcjonowaniu polskiej przedsiębiorczości, a przedsiębiorcami są w dużej mierze podmioty prowadzące stacje kontroli pojazdów, to trzeba prowadzić z przedsiębiorcami autentyczny dialog, a nie propagandę dialogu. Żaden przepis dotyczący przedsiębiorców nie powinien być wprowadzony pod obrady Parlamentu bez opinii Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców lub reprezentatywnych organizacji dotyczących dużych przedsiębiorców. Co prawda, ten wariant w omawianej ustawie zadziałał, ale stało się to w ostatniej chwili i na ostatnim etapie. Krytyczne uwagi dotyczące projektu ustawy Prawo o ruchu drogowym dotarły do Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców od Warszawskiego Stowarzyszenia Stacji Kontroli Pojazdów, które reprezentuję, mimo że informowane były o tym fakcie niemal wszystkie resorty. Zareagował tylko Rzecznik MiŚP i ZPP. Ten fakt sprawił, że środowisko bardzo sceptycznie patrzy na wszelkie poczynania Ministerstwa Infrastruktury, które chciało doprowadzić do zniszczenia przedsiębiorców sektora stacji kontroli pojazdów. Nasze zaufanie zostało nadwyrężone i tak długo jak nie nastąpią tam zmiany personalne nie zostanie odbudowane. Tego oczekujemy od ministra infrastruktury i partii rządzącej. Nasze oczekiwanie dotyczy wszystkich aspektów współpracy strony rządowej i strony społecznej: dialogu, konsultacji społecznych, koncepcji zmian i kierunków projektowanych rozwiązań. Zmiany w systemie badań technicznych pojazdów w Polsce są potrzebne nie tylko dlatego, że wymaga tego Dyrektywa 2014/45/UE, ale także dlatego, że przez lata zaniedbano wiele rozwiązań pro przedsiębiorczych, że jest Konstytucja Biznesu, ale także dlatego, że jest potrzebne nowe podejście do przedsiębiorców jako źródła zatrudnienia pracowników, płatników podatków i twórców PKB. To podejście do przedsiębiorców musi mieć charakter pomocniczy i partnerski. Inaczej zostaną tylko hasła.

Fot. za Auto Roma Wenta

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here