PiS w ściąganiu pieniędzy od podatników gorliwszy niż dyrektywy UE!

0
86

Szok? Nie, zwyczajna logika socjalnego programu PiS, który odpowiadając na potrzebę dostosowywania legislacji krajowej do unijnej wdraża tzw. MDR-y, czyli obowiązek raportowania schematów podatkowych (ang. Mandatory Disclosure Rules). Raportowanie to odbywać się ma, aby wyjaśnić, czy przedsiębiorczy podatnik korzystając z doradcy finansowego (zawód zaufania publicznego z przysługującym mu prawem zachowywania tajemnicy zawodowej!) nie płaci w swoim schemacie podatkowym zbyt mało zawsze głodnemu danin państwu.

Ale po kolei. Najpierw PiS zaskoczył skutecznym ściąganiem podatku VAT, co dało za 2017 rok ok. 0,7 proc. całego PKB! To kwoty wielkości miliardów złotych! Inne strzały w dziesiątkę rządu? Podatek od kryptowalut, obniżenie CIT dla małych firm do 9 proc. czy ulga na komercjalizację prac badawczo-rozwojowych. Tym razem jednak chodzi tylko o inwigilację, zabranie pieniędzy najbardziej przedsiębiorczym Polakom i zwyczajne „Janosikowe” ukryte w projekcie nowelizacji prawa podatkowego, który ujrzał światło dzienne 24 sierpnia br.

„Do końca I kwartału 2019 r. doradcy będą obowiązani do przedłożenia Szefowi KAS pierwszych informacji o schematach podatkowych mających na celu uzyskanie korzyści podatkowych. Obejmie to rozwiązania  wdrażane po dniu 25 czerwca 2018 r.  W przypadku niektórych uzgodnień będą oni mogli się z tego obowiązku zwolnić, co pociągnie za sobą konieczność jego realizacji przez klientów”

– pisze na blogu ekspertów Maciej Woźnica, konsultant podatkowy.

MDR to pomysł unijny. Problem w tym, że polskie Ministerstwo Finansów proponuje gorliwszą wersję niż unijni urzędnicy. W Polsce, jeśli projekt wejdzie w życie, doradcy podatkowi o swoich schematach podatkowych będą musieli poinformować KAS (Krajową Administrację Skarbową), a co więcej, definicja słów „promotor” i „wspomagający” jest tak szeroka, że poza samymi doradcami do przekazywania informacji zmuszeni mogą być także pracownicy instytucji finansowych (np. banków).

W pierwszym przypadku, jest to zamach na tajemnicę zawodową pomiędzy podatnikiem i doradcą (wystarczy sobie wyobrazić podobną sytuację, kiedy adwokaci mieliby ujawniać swoje rozmowy z klientami). W drugim, jest to obejście zawodu doradcy uznawanego za zawód zaufania publicznego i obdarzony gwarantem możliwości powierzania tajemnic podatkowych, poprzez skorzystanie z wiedzy zwykłych pracowników z obszaru instytucji finansowych, którzy nie mają zawodowego przywileju do zachowania tajemnicy. Zresztą, co zawsze trzeba podkreślać, nie chodzi tu o szukanie przestępców (tu prawo było prawem także bez nowelizacji i penalizacji podlegały także przestępstwa podatkowe), ale o nacisk na strategię firm, by mieć lepszy wgląd do portfela podatnika, który korzystając legalnie z możliwości płacenia mniejszych podatków będzie na widelcu fiskusa, konkurencji (im większa wiedza, tym większa szansa wycieków informacji strategicznych firm) i tym mniej zwyczajnego zaufania na linii obywatel-państwo, w którym zresztą wciąż króluje filozofia, że bogaty kapitalista jest a priori podejrzany.

„Analiza proponowanych zmian w Ordynacji podatkowej prowadzi jednak do konkluzji, iż projekt w sposób nieuprawniony wkracza w materię tajemnicy zawodowej, którą związane są osoby wykonujące zawody zaufania publicznego (w tym tajemnicy doradcy podatkowego)”

– alarmują (zbyt delikatnym, eksperckim żargonem) doradcy z Krajowej Rady Doradców Podatkowych.

Zobacz także  Akumulatory i futra. Jak się robi ustawy w Polsce? Za PiS tak samo jak za Platformy

Sprawa jest poważna, bo dotyczy portfeli tysięcy przedsiębiorców, ergo, tysięcy pracodawców!

Robert Wyrostkiewicz

Fot. Pixabay.com

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here