Akumulatory i futra. Jak się robi ustawy w Polsce? Za PiS tak samo jak za Platformy

0
2866

Jak łatwo w Polsce wprowadzić lub zmienić ustawę? Wystarczy kilku posłów, firma PR-owska, grupa dziennikarzy.

Przykład? Najpierw z czasów PO-PSL. W 2013 r. „Tygodnik Powszechny” próbował obnażyć legislacyjny schemat lobbingowej działalności na podstawie firmy Orzeł Biały i przy sprawie nacisków na Ministerstwo Środowiska i próbach uniemożliwienia nowelizacji ustawy o recyklingu i utylizacji akumulatorów. Wówczas kilkunastu dziennikarzy jak na przycisk odpaliło artykuły na rzecz… środowiska, tak, by chroniły interesy wspomnianej firmy. Zdaniem autora tekstu z „TP”, firma recyklingowa Orzeł Biały celowo przeprowadziła zakrojoną na szeroką skalę kampanię informującą, że planowane zmiany w ustawie są szkodliwe i mogą negatywnie odbić się na zdrowiu milionów Polaków. Co się wówczas działo? Celebryci mówili o zdrowiu i ekologii! Jak mantrę powtarzali zielone frazesy, nie wiedząc, że ręce na taki scenariusz zacierają utylizatorzy i recyclingowcy. Przekonana, że zbawia świat w kampanii wystąpiła m.in. Krystyna Czubówna. Co ciekawe, na trick lobbingowy nie dał nabrać się Adam Wajrak, zdawałoby się etatowy zielony „Wyborczej”. Co zrobić miał Orzeł biały, żeby ustawę zatrzymać? Wynajął firmę doradztwa strategicznego MDI Strategic Solution, a potem znalazło się kilku dziennikarzy i posłów. Zapewne przynajmniej częściowo nie na zasadzie wolontariatu.

– Pod koniec 2012 roku, gdy wciąż trwają w ministerstwie prace nad ustawą, w mediach pojawia się kilkadziesiąt tekstów, audycji radiowych i telewizyjnych, których wspólnym mianownikiem jest hasło: nie pozwól politykom truć nas kwasem i ołowiem – nie pozwól zmienić ustawy” – informował w śledczym materiale prasowym red. Łukasz Łazarkiewicza w „TP”.

A jak wygląda to dzisiaj przy nowelizacji Ustawy o ochronie zwierząt? Podobnie. Mamy dziesiątki tysięcy złotych wydane na kampanie społeczne, media oddane jednej narracji i interesy firm, które nie mają nic wspólnego z polepszaniem losu zwierząt (i znowu chodzi o utylizatorów!). Prawdziwy cel zmian prawnych to oczywiście likwidacja polskiego przemysłu futrzarskiego, a części Polakom, którzy ulegli manipulacji wydaje się (i na tym polega skuteczna manipulacja), że chodzi o ratowanie życia zwierząt. Nic bardziej mylnego. Zatem w skrócie i od początku.

  1. Córka Krzysztofa Czabańskiego, polityka PiS i przewodniczącego Rady Mediów Narodowych kilkanaście lat temu zostaje przyjaciółką brytyjskiej organizacji prozwierzęcej Fundacja Viva! i zarazem Cezarego Wyszyńskiego, który w Polsce kieruje organizacją.
  2. Wyszyński, dzisiaj obrońca zwierząt, kiedyś biznesmen zajmujący się drukarniami i różnymi biznesami (związany także z firmą garbującą skóry zwierzęce (!)), to nie prostoduszny eko-hipis w podartych spodniach. Udziały w Azet-Grafico miał na ponad 3,2 mln zł. Jak przędzie Viva!? Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva! w 2015 r. osiągnęła 3,5 mln zł zysku netto, w 2016 r. już 4,3 mln zł. Sam Wyszyński wraz z drugim członkiem zarządu zarabiają miesięcznie zaledwie 8900 zł brutto. Zarobki Wyszyńskiego są pod kontrolą wierzycieli, ponieważ w 2017 r. sąd – na wniosek pana Cezarego – ogłosił jego upadłość konsumencką. Lider Vivy! zasiada jeszcze w innych fundacjach, nie wiadomo ile tam zarabia, ale jest aktywnym działaczem NGO. Cezary Wyszyński, który z takim sukcesem zarządza Fundacją Viva! kłopoty finansowe zawdzięcza otarciu się o tzw. aferę 4Media, a tu pojawia się także element afery Amber Gold. Dzisiaj Wyszyński uważa, że człowiek nie ma prawa zabijać świń i ich zjadać. Podobnie jak…. Krzysztof Czabański, wegetarianin. Ten ostatni nie narzuca jeszcze Polakom zakazu jedzenia mięsa, ale – jak twierdzi Viva! – zakaz hodowli zwierząt furkowych to pierwszy krok do zakazu przemysłowego hodowu zwierząt na mięso. W każdy razie, Czabański z rodziną i Wyszyński z Vivą! brzydzą się futrami naturalnymi (co ciekawe, ekolodzy często zachwalają niezdrowe i rozkładające się tysiące lat syntetyki, twierdzą, że dla człowieka, a więc także dla jego zdrowia, sztuczne jest lepsze, ale to inna forma tego samego, pozornego absurdu).
  3. W sejmie funkcjonuje nieżywotne ciało jakim jest Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt. Dołącza do niego Czabański w grudniu 2015 roku, a na obrady dopraszani są przedstawiciele ekspertów. Kto? Aktywiści Fundacji Viva! i Stowarzyszenia „Otwarte Klatki” (powstałego z działaczy Vivy!) oraz kilka innych podmiotów prozwierzęcych (najczęściej personalnie powiązanych z Vivą!). Wśród nich jest Fundacja Mondo Cane, której prezes Katarzyna Śliwa-Łobacz jest asystentką posła PiS Pawła Suskiego, który obok Czabańskiego jest (przypadkowo?) głównym orędownikiem nowelizacji ustawy i przewodniczącym Zespołu. Powstają pozory pluralistycznych konsultacji społecznych i dzięki eko-aktywistom projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, zgodnie z założeniami Vivy!, Otwartych Klatek i niemieckich firm utylizacyjnych, trafi za chwilę do Sejmu formalnie złożony przez 21 posłów PiS z Kaczyńskim na czele (o tym niżej). W tle pojawiają się pieniądze, bowiem rynek wart jest wiele miliardów złotych. Do tego ustawa daje organizacjom prozwierzecym uprawnienia wejścia na posesję każdego Polaka bez decyzji prokuratorskiej i zaboru zwierząt pod pretekstem złego traktowania oraz wystawienia później wielotysięcznych faktur za opiekę nad zabranymi czworonogami… Tu chodzi o pieniądze, chyba, że niemieckich utylizatorów i inne podmioty, które zarobią na nowelizacji uznamy za brzydzące się mamoną… I tylko dlatego nikt nie broni legalnego zabijania myszek polnych łapkami ogólnodostępnymi za kilka złotych za sztukę (malutki rynek), ale rusza kampania epatującą norkami (potężny rynek do przejęcia).
Zobacz także  Warszawa oszalała? „Krowa planuje i przyjaźni się. Mleko nie dla ludzi!”

W tym samym czasie kiedy projekt nowelizacji wprowadzany jest do Sejmu…

  1. Niemiecka firma SARIA jest żywotnie zainteresowana zmianą prawa w Polsce (to oni będą utylizować odpady mięsne i rybne, które teraz zjadają norki, lisy i szynszyle z ferm hodowców zwierząt futerkowych).  Do wzięcia są miliony złotych. Od ręki, czyli od zmiany prawa. Prezeska „Otwartych Klatek”, Dobrosława Gogłoza, na nagraniach z ukrytej kamery mówi o spotkaniach z prezesem Jackiem Mirosławem Leonkiewiczem (to prezes firmy Animal by Products – Polski Związek Przetwórców). Gogłoza twierdzi, że interes firm utylizacyjnych jest tożsamy z interesem „Otwartych Klatek”. Według jej słów, Leonkiewicz stwierdził, że „mają wspólny cel”. Dogadanie się Leonkiewicza z Gogłozą jest swoistym gwarantem „ograniczenia hodowli norek”, ponieważ „dla rozwoju przemysłu utylizacyjnego rozwój przemysłu futrzarskiego jest bezpośrednim zagrożeniem”. Poza Leonkiewiczem członkowie „Otwartych Klatek” współpracują z korporacją SARIA. O nich za chwilę…
  2. Czabański projekt ustawy podkłada pod podpis posłów PiS zaczynając od swojego przyjaciela, Jarosława Kaczyńskiego, z którym mają wspólną pasję: koty, ale który zapewne nie zna kulisów niemiecko-utylizacyjnych w tle całej tej misternie jak widać przygotowanej operacji. Do prezesa PiS dociera także znany już z przedstawionej tu układanki Cezary Wyszyński, by zrealizować wywiad-spot dla Vivy!, gdzie lider partii rządzącej powie o potrzebie europeizacji przepisów polegającej na likwidacji polskiego przemysłu futrzarskiego. Jak namówiono Kaczyńskiego (i to dwa razy!), by zgodził się na wsparcie likwidacji części najlepiej rozwijającego się polskiego rolnictwa, lidera europejskiego i światowego, zgodnie z niemieckim interesem? 26 stycznia 2018 r. „Newsweek” ujawnił, że Wyszyński dotarł do Kaczyńskiego dzięki córce… Czabańskiego, która zna się z szefem Vivy! od kilkunastu lat (razem  działali w schronisku dla zwierząt, którego powstanie i finanse także budziły wątpliwości). Pomóc w kontakcie Vivy! z „naczelnikiem” miała też aktorka Anna Chodakowska, kociara podobnie jak Kaczyński i Czabański. Sam Wyszyński tłumaczy, że zadzwonił, ot tak, z ulicy na ogólnie dostępny telefon PiS, odebrała – jak twierdzi – być może znana z „Ucha prezesa” sama pani Basia – i jakby nigdy nic umówiła go na spotkanie z szefem partii. Powstał także drugi spot z Kaczyńskim. Tym razem na potrzeby  antyfutrzarskiej wystawy w Brukseli. Tam Kaczyński mówi już o cierpieniu zwierząt, jako najgorszej formie cierpienia (a co np. z dziećmi?), a w wystawie, na której na ok. 40 osób połowa to politycy i dziennikarze ze stajni PiS, biorze udział niemiecki polityk o skrajnie lewicowym światopoglądzie, Stefan Bernard Eck, zwolennik aborcji dla dzieci i praw zwierząt z Konfederacyjnej Grupy Zjednoczonej Lewicy Europejskiej/Nordycka Zielona Lewica). W swojej relacji z wystawy Czabański na Facebooku tak kadruje lub wybiera zdjęcia, by nie pokazać wspierającego go Ecka (nie chce, aby Kaczyński wiedział w co został wmontowany przez swojego kolegę?). Event w Parlamencie Europejskim współorganizuje z Czabańskim et consortes jeszcze Brigitte Bardot, znana aktorka, zwolenniczka aborcji i szefowa fundacji wegetariańskiej, która twierdzi, że ratunkiem dla krajów trzeciego świata i dla pokoju na świecie jest… zaprzestanie jedzenia mięsa!
  3. W tym czasie, podczas inspirowanej przez rodzinę Czabańskich, Wyszyńskiego i asystentkę Suskiego kampanii, która rozkręciła się w drugiej połowie 2017 roku, SARIA składa w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów pewien wniosek. Nikt nic nie wie, a później okazuje się, że UOKiK wyraża zgodę na przejęcie przez spółkę SARIA Polska sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie wyłącznej kontroli nad spółkami: Struga S.A. z siedzibą w Rojewie, Kemos sp. z o.o. z siedzibą w Białymstoku, Eko-Stok sp. z o.o. z siedzibą w Górskich Ponikłach – Stoku. Koncern o korzeniach niemieckich przejmuje polskie firmy, monopolizuje rynek, który przyniesie mu kokosy, oczywiście, po likwidacji branży futrzarskiej. To samo realizowali w innych państwach. Czy to przypadek, że SARIA współpracuje z „Otwartymi Klatkami”? Mógłby zapytać dociekliwy dziennikarz z TVP, Polskiego Radia czy PAP, ale te media podlegają… Czabańskiemu. Zresztą…
  4. Czabański jest przewodniczącym Rady Mediów Narodowych. W styczniu 2018 r. z kampanią (często codzienną i w głównych serwisach informacyjnych) ruszają podległe mu TVP, PR i PAP (ten ostatni odmawia hodowcom zorganizowania konferencji prasowej). Wcześniej Czabański domaga się wyjaśnień od Jana Pospieszalskiego, który zamiast pokazać argumenty ekologów, do programu „Warto rozmawiać” zaprosił – o zgrozo – dwie strony debaty. Całą akcję medialnego szumu inspirowaną przez Czabańskiego wspiera prorządowa „Gazeta Polska Codziennie”, a właściwie dwóch jej dziennikarzy, a głosy inne od jedynie słusznej narracji (Warzecha, Ziemkiewicz, Otoka-Frąckiewicz, Gadowski czy… ks. Tadeusz Rydzyk) nazywane są przez Czabańskiego lobbingiem! On sam zaś pieszczotliwie nazywa samego siebie „lobbystą prozwierzęcym”.
  5. 26 stycznia Czabański zapowiada w podległej mu pośrednio TVP, że na przełomie lutego i marca Sejm przeforsuje ustawę likwidującą polski przemysł futrzarski. Tak się nie stało, ale teraz „Czabanescu” (jak mówią o nim politycy) odgraża się, że ustawa wejdzie na czytania sejmowe w maju tego roku. Niemcy zacierają ręce. Podobnie Rosja, Chiny i Dania (tylko ten kraj w Europie wyprzedza Polskę w futrzarstwie). Zmanipulowani Polacy wierzą, że chodzi o ratowanie zwierząt. Te jednak po likwidacji rynku w Polsce przeniosą się na Ukrainę, do Rosji czy Chin, a tam o dobrostanie zwierząt nikt nie słyszał (Polska, poza nielicznymi pseudo hodowlami, odznacza się najbardziej wyśrubowanymi normami na świecie). Ergo, zarobią niemieckie firmy utylizacyjne, stracą na tym zwierzęta i środowisko, bo to co zjadały norki, Niemcy zutylizują (czytaj: spalą! I zarobią na tym kupę kasy). A skoro hodowcy zwierząt czy ryb nie sprzedadzą futrzarzą odpadów pozwierzęcych i porybnyuch dla nortek, ale będą musieli zapłacić Niemcom za ich spalenie to wzrosną ceny zywności. To wszystko mają gdzieś eko-lobbyści…
Zobacz także  Towarzysze podróży.

***

Ktoś jeszcze wierzy, że w Polsce nie można przepuścić każdej ustawy, jeśli ma się kilku posłów, wpływowych działaczy sektora NGO, dobry PR, usłużnych dziennikarzy i retorykę prozwierzęcą lub ckliwie ekologiczną? Tu akurat PiS niczym nie różni się od PO, poza tym, że kilkanaście tysięcy ludzi z ok. 50 tys. pracowników rynku futrzarskiego to właśnie PiS, a nie PO wyśle na bezrobocie.

Robert Wyrostkiewicz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here