Podatek od linków! Tak niemiecka UE zabije polski internet?

1
182

Niemcy szukają sposobu, by dalej rządzić umysłami Europejczyków. Jeśli ktoś sądził, że swoboda przepływu informacji w internecie na zawsze gwarantować będzie możliwość alternatywnego dla mainstreamu myślenia, to był w grubym błędzie. Za namową koncernów medialnych ulokowanych pomiędzy Odrą a Renem Komisja Europejska forsuje nowe unijne prawo. Chodzi o dyrektywę o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym.

Fundacja Instytut Ochrony Praw Konsumentów bije na alarm twierdząc, że „obecne propozycje przedłożone przez Komisję Europejską, z inspiracji niektórych koncernów  medialnych, a dotyczące zmian w dyrektywie o prawie autorskim zaszkodzą w istotny sposób interesom konsumentów w Polsce i Unii Europejskiej”.

– Dotyczy to w szczególności art. 11 dyrektywy zwiększającego prawa wydawców (tzw. neighbouring right). Jeśli forsowane propozycje przepisów wejdą w życie, pozwolą na blokowanie polskim stronom internetowym, wyszukiwarkom, a nawet blogerom możliwości udostępniania linków oraz wybranych treści,jeśli nie uzyskają oni wcześniej zgody każdego z wydawców na ich publikację – twierdzi Klaudia Anioł, prezes Instytutu Ochrony Praw Konsumentów.

Sprawa wydaje się prosta. Zwykłym blogerom, niszowym czy alternatywnym wobec potentatów medialnych dziennikarzom, publicystom czy wydawcom będzie trudniej o wdrożenie każdorazowych pozwoleń niż wyspecjalizowanym i bogatym koncernom (w domyśle, głównie niemieckim, które już teraz zdominowały w dużej mierze także polski rynek medialny).

Prezes Instytutu Ochrony Praw Konsumentów pisze wprost, co jej zdaniem jest celem nowej unijnej dyrektywy.

–  (…) duzi  międzynarodowi wydawcy, działający w niemal wszystkich krajach UE, w tym w Polsce, dążą siłą rzeczy do stworzenia monopolu na produkcję wiadomości i kontrolowania, tego co mają prawo czytać konsumenci w Polsce, i w poszczególnych krajach członkowskich – twierdzi Klaudia Anioł.

Podobnego zdania jest Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.

– Przedstawiony projekt zdaje się realizować głównie postulaty dużych, głównie niemieckich, konglomeratów medialnych, zmierzające do ograniczenia konkurencji ze strony nowych graczy cyfrowych – informuje ZPP i wylicza szkody dla funkcjonowania internetu, a jedną z nich ma być swoboda linkowania.

Zobacz także  Kogo obchodzi Wałęsa? Dyktat Trumpa. Jak zarobić na faszyzmie?

– Nowe uprawnienia wraz z wynikającą z nich niepewnością  co do zakresu, przedmiotu, kręgu podmiotów uprawnionych – niosą za sobą potencjalnie negatywne skutki dla swobody linkowania i wykorzystania krótkich urywków skojarzonych z linkami. Za wcześnie jeszcze, aby stwierdzić, czy na celowniku znajdą się również i linki pozbawione cytatów — jak wywodzą niektórzy przedstawiciele doktryny — jest jednak wystarczająco jednoznaczne, że ust. 33 preambuły („Ochrona ta nie obejmuje czynności linkowania, która nie stanowi publicznego udostępnienia”) nie daje żadnej ochrony i jest niczym więcej jak tautologią. Doświadczenie wskazuje, że niektóre organizacje chętnie wykorzystują już obecne prawo do prób wydobywania opłat od użytkowników (zob. np. sprawa Meltwater) – stwierdza ZPP przewidując przyszłe haracze od linków.

Jesienią 2016 r. Komisja Europejska po raz pierwszy zaproponowała dyrektywę, która już przeszła do historii jako „podatek od linków”, czyli obowiązek zgód autoryzacyjnych i opłata od publikacji odnośników chronionych prawem autorskim. Cześć polskich wydawców internetowych zaczęła protestować. Inni zdaje się nie wiedzą, co im grozi lub już należą do niemieckich koncernów inspirujących nową dyrektywę.

– Należy zachować wolny i otwarty charakter internetu, który służy wszystkim obywatelom, bez względu na ich status materialny i przekonania – piszą w liście m.in. Tomasz Machała, Przemysław Pająk i Łukasz Mężyk.

Poza wydawcami, po głowie dostaną start-upy, a zwłaszcza operatorzy wyszukiwarek internetowych, bowiem w dużej mierze „podatek od linkowania” to – zdaniem Wirtualnemedia.pl – koncepcja zakładająca wprowadzenie opłat od operatorów wyszukiwarek internetowych, którzy w swoich wynikach publikują odnośniki do treści (między innymi artykułów prasowych) chronionych prawem autorskim.

A w praktyce, łatwo się domyślić, że mechanizm nie służyć będzie wolności słowa, ale temu, by grubasy medialne puchły jeszcze bardziej…

Robert Wyrostkieiwcz

Zobacz także  Historia Gazety Wyborczej w pigułce

1 KOMENTARZ

  1. „Tomasz Machała, Przemysław Pająk i Łukasz Mężyk”

    aha, to ja poczekam aż ktoś mniej obciążony będzie apelował

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here