Rząd broni dłużników. Szlachetne… ale zaraz! Znaczy, że co?

0
289

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców stwierdził, że szykuje się legislacyjna dewastacja. A o co chodzi? O wierzycieli i dłużników.

Podprogowo większość Polaków utożsamia się z dłużnikami, a nie wierzycielami. Do mnie kilka dni temu napisała Inspekcja Transportu Drogowego, że jadąc 66 km na godzinę „sprawca wykroczenia” przekroczył dozwolona prędkość o słownie 16 km. Cztery strony dokumentacji i długa lista reportażowego opisu co mi zrobią jak nie zapłacę. Ucieszyłem się, że nie zabili. To next time jadę Kolejami Mazowieckimi, ale boję się wejść do środka pomny na łapanki tępawych panów z Renomy, którzy ze swoimi skórzanymi torebkami próbowali się ustawicznie dopatrzyć, że nie ta taryfa, nie ta strefa, albo student ma – o zgrozo – o dzień przedawnioną pieczątkę na legitce. Zostaję w domu. No więc, reasumując, nie lubimy wierzycieli, którzy potem przez sektor windykacyjny siadają nam na głowie. Tyle, że nowe prawo uderzy we wszystkich, a zwłaszcza w zasadę sprawiedliwości i wiarygodności państwa. Przesadzam? Niestety, raczej nie.

Rząd bazuje na sentymencie naszego oporu przed windykacją, dlatego premier Morawiecki wyszedł naprzeciw nadziei na zdobycie punktów w głowach Polców i Polaków i 22 stycznia złożył do laski marszałkowskiej rządowy projekt nowelizacji kodeksu cywilnego. Pozornie ciekawy. Jak zwykle, diabeł tkwi w szczegółach.

Owszem, główna zmiana brzmi atrakcyjnie, a jest nią skrócenie czasu przedawnienia roszczeń z 10 do 6 lat. De facto, wszystkie organy wierzycieli zrobią teraz tak, by dłużników ścigać skutecznie przez 6, a nie 10 lat więc rewolucji wielkiej nie będzie, ale 6 lat żenującej czasami gonitwy, a 10 jest li to różnica pozytywna nawet ze względów estetycznych. A jak mawiał Herbert „Potęga smaku” et cetera.

Morawieckiemu ktoś słusznie również doradził, że trzeba zmienić procedury z wchodzeniem na konto. Tak było, że komornicze zajęcia długów często mogliśmy zaobserwować na swoim koncie bez możliwości wykorzystania pełnej prawnej drogi odwoławczej, a dodatkowo dezorientowała i opóźniała nas w naszych możliwościach obronnych leniwa Poczta Polska doręczająca informację o wiszącym nad naszą głowa toporze.

Zobacz także  Pamir: Tadżykistan Tadżykistanu

Problem polega na czymś zgoła innym. Na janosikowym patencie, które potraktowało wierzycieli jako ontologiczne zło. Jeśli w takiej formie (a nowelizacja jest w pracowana w sejmowej komisji) prawo wejdzie, to zapisy intertemporalne, przejściowe, dobiją wierzycieli, bowiem ciągnące się sprawy przez kilka lat dostaną od ich uruchomienia krańcowy deadline 6 lat, więc dla niektórych będzie to chwila. Dłużnik ucieknie, wierzyciel straci i teraz clue sprawy. Czy ktoś kto pożyczył pieniądze i ich nie oddał z racji swojego długu ma być broniony prawnie? Czy długów nie należy raczej… oddawać? Prawo to dotyczy tak samo dużych podmiotów jak i zwykłych Kowalskich. Bo jeśli podpiszę z kimś umowę, że pożyczam mu tysiaka, to moja sytuacja może być opłakana, tylko dlatego, że rząd chciał zabawić się w Janosika. Ale hello, czy ja wyglądam jak hrabi Horvath, którego non stop młócił śp. Perepeczko?

I ostatnia rzecz kardynalna. Horyzont czasowy umów zmienia się zapisem nowelizacji więc w pewnym sensie prawo zaczyna działać wstecz, a to zawsze, ale to zawsze zniechęca zagranicznych inwestorów i tutaj PiS nie zaszalał z tym pomysłem.

Robert Wyrostkiewicz

Fot. za Pixabay.com

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here