Jaki piękny kryzys!

0
3807

Od dawna zastanawiam się nad przyczynami kryzysu uchodźczego.

Bo to, że mamy do czynienia z kryzysem jest już dla wszystkich – może poza najbardziej zidiociałymi łelkamersami – jasne. O ile na początku szła narracja, że do Europy zmierzają kobiety, dzieci i sierotki – tak teraz nawet TVN mówi o kryzysie. Nikt już nie wspomina o lekarzach i inżynierach, którzy mają uratować systemy socjalne starzejącej się Europy. Teraz mówi się już wprost o tym, że Europa ma problem – i różne mądre głowy w TV co najwyżej debatują nad tym jak go rozwiązać.

Ale to, że przyjmowanie uchodźców tak się skończy było absolutnie do przewidzenia.

Wpuszczono do Europy tysięcy młodych mężczyzn należących do kultury nie tylko obcej, ale wręcz otwarcie wobec zachodu wrogiej. Nie podjęto próby weryfikacji tego, czy wśród nich nie ma chociażby agentów ISIS – a biorąc pod uwagę, że to znacząca siła na terenach z których uchodźcy przybywają to powinna być to podstawa. Zamiast tego na hurra otworzono granice i Merkel ogłosiła, że przyjmie z otwartymi ramionami każdą ilość – a potem strzelała sobie z nimi selfiki.

Dodatkowo imigrantów – bo ciężko tu już mówić o uchodźcach – pozbawiono najsilniejszej motywacji do integracji – motywacji ekonomicznej. Człowiek, który przybywa do obcego państwa aby poprawić swój byt, chce się jak najszybciej nauczyć języka i jak najmniej odróżniać od miejscowych. Bo dzięki temu ma szansę na znalezienie lepszej pracy.
O tym, że zachodnioeuropejska policja i sądy przymykały oko na wybryki Ludu Pustyni nawet nie wspomnę.

Skończyło się jak się skończyło. Jak się skończyć musiało. Ale dlaczego w ogóle się zaczęło? I dlaczego Unia, która już przyznaje, że mamy do czynienia z kryzysem, nic z tym nie robi? No, poza próbą wciśnięcia imigrantów państwom, które ich nie chcą? Dlaczego łodzie pro-imigracyjnych NGOsów już coraz rzadziej udają, że ratują rozbitków, a niedługo zaczną podejmować uchodźców bezpośrednio z afrykańskiego wybrzeża – a Parlament Europejski nic z tym nie robi, chociaż nawet unijny Frontex już bije na alarm?

Zobacz także  Księżna Sophie de Hohenberg - Władza to obowiązek i odpowiedzialność

Nie napiszę „Nie mogli przecież być aż tak głupi”. Bo w głupotę polityków nigdy nie wątpiłem, a wesołe przygody Ryszardzika z kompanią oduczyły mnie używania tego sformułowania. Ale sami przyznajecie – wygląda to podejrzanie.

Jak już wspomniałem – myślałem od tym od dawna. I różne teorie przychodziły mi do głowy, łącznie z takimi, które wymagają gustownej czapeczki z folii aluminiowej. I w końcu mnie olśniło.

Pisałem dzisiaj felieton na TJIS o Spinellim. Jego manifest z Ventotene to jeden z najważniejszych dokumentów formujących Unię w jej obecnym kształcie. A że lubię wiedzieć o czym pisze, to postanowiłem sobie tekst rzeczonego manifestu przypomnieć.

Żeby się nie powtarzać – na dole jest link do tego felietonu i do samego manifestu. A w wersji TLDR – Spinelli, ideowy komunista, chciał federalizacji Europy, utworzenia z niej jednego państwa, gdzie poszczególne kraje będą zaledwie prowincjami. A potem chciał wprowadzić w tym eurokraju komunizm.

Czytając go po raz drugi zwróciłem uwagę na pewne zdanie, które przy pierwszej lekturze mi nie wpadło w oko. „Nastąpi krótki, intensywny czas ogólnego kryzysu, w którym upadłe rządy nie będą w stanie działać. Masy ludowe niespokojnie czekające na nowe słowa, będą jak stopiona, wrząca materia, gotowa na przelanie w nowe formy, na przyjęcie idei internacjonalistów.” Sam początek drugiego rozdziału.

Spinelli pisał te słowa w 1941 roku. Wojna trwała już ponad dwa lata i wszystko wskazywało, że to państwa Osi ją wygrają. Spinelli w to nie wierzył. Ale przewidywał, że jej zakończenie i upadek Trzeciej Rzeszy spowodują ogólnoeuropejski kryzys, który internacjonaliści będą mogli wykorzystać.

Trudno go winić za taki pogląd. Gdy zamilkły działa Wielkiej Wojny, Europa faktycznie znalazła się w kryzysie. Belle epoque odeszła bezpowrotnie, a koszmar Sommy, Ypres czy Paschendale zdawał się pokazywać, że wszystko, w co wierzyli Europejczycy, to były kłamstwa. Traktat wersalski zdemolował granice, wielkie ponadnarodowe twory jak CK Monarchia rozpadły się na małe, jednonarodowe państewka. Niemal wszystkie rządy skorzystały z wojennej dyscypliny i zaczęły trzymać swoich obywateli na znacznie krótszej smyczy. Europejczycy pokochali totalitarne reżymy – i nie chodzi tutaj tylko o III Rzeszę czy faszystowskie Włochy.

Zobacz także  Demokratyczne obozy Trumpa

Upadek Berlina i zakończenie Drugiej Wojny Światowej, wbrew temu co się wydawało Spinellemu, nie przyniósł ze sobą kryzysu na podobną skalę. Może dlatego, że tym razem łatwiej było określić kto był dobry a kto zły. Może dlatego, że tuż za doliną Łaby czaił się kolejny wróg, gotów w każdej chwili ruszyć na zachód. Może przez fakt, że Amerykanie, korzystając z powojennej prosperity, pomogli zachodniej Europie podnieść się z gruzów.

Nieważne.

Ważne, że kryzys nie nastąpił. Masy ludowe nie stały się stopioną materią, gotową do uformowania przez federastów.

Po wojnie Europa się integrowała. Powstała Europejska Wspólnota Węgla i Stali, potem przekształcona w Wspólnotę Europejską. Wolny handel, coraz łatwiejsze przekraczanie unijnych granic. Idea budowy Stanów Zjednoczonych Europy przycichła. Spinelli – który po wojnie stał się dosyć wpływowym politykiem – zdążył stworzyć jeszcze swój plan przekształcenia Wspólnoty w Unię – ale został on odrzucony z powodu sprzeciwu parlamentów narodowych. Zdążył jednak jeszcze zobaczyć podpisanie Jednolitego Aktu Europejskiego.

Potem poszło już z górki – Maastricht w 92, Amsterdam 97, Nicea 2001 – wielkie państwo europejskie, które według Spinellego miało być pierwszym krokiem do budowy eurosocjalizmu zdawało się pieśnią bliskiej przyszłości. Federaliści zaczęli grać w Unii pierwsze skrzypce.

A potem wszystko się spierdoliło.

Unia coraz częściej zaczęła być targana wewnętrznymi konfliktami. Czy to ekonomicznymi, czy to o podział władzy – większość państw UE nadal przekładała swoje partykularne interesy nad interes Unii. Przełomem był rok 2014, kiedy to wybory do europarlamentu w UK wygrał UKIP. W całej Europie do władzy – na razie w oficjalnych strukturach unijnych – zaczęły dochodzić osoby, które mówiły wprost, że Unię trzeba zniszczyć.

Wkrótce potem wybuchł kryzys uchodźczy…

Zobacz także  Przywództwo w Platformie Obywatelskiej

Czy naprawdę jest przesadą podejrzenie, że federaliści – widząc, że ich sen o wspólnej Europie zaczyna się rozpadać – sztucznie wywołali kryzys, który bezczelnie nie nadszedł po Drugiej Wojnie Światowej? Co wam się wydaje bardziej prawdopodobne – że zachowali się jak ostatni debile wpuszczając do Europy miliony uchodźców i dając im zasiłki? Czy też to, że liczyli, że przerażeni falami uchodźców władcy poszczególnych państw porzucą swoje narodowe interesy i zgodzą się wreszcie na Państwo Europa – bo jeden wielki organizm lepiej poradzi sobie z tym kryzysem? Że społeczeństwa tych państw, zmęczone i przerażone chaosem, przyklasną takiej zmianie, o ile obieca im spokój i powrót normalności?

No właśnie.

Nie wiem, czy moja teoria jest prawidłowa – bo i skąd mam wiedzieć. Ale mnie przekonuje.

Tyle tylko, że plan federalistów się nie powiódł. Zamiast wezwań do jedności mamy coraz częstsze wezwania do opuszczenia Unii. Brexit był tylko początkiem i nie bez powodu unijni negocjatorzy chcą ukarać za niego Wielką Brytanię – jeśli tego nie zrobią, to wkrótce za jej przykładem pójdą inne państwa. I wielki plan Spinnelego wyląduje tam, gdzie jego miejsce – na śmietniku historii.

Nie wiem co poszło nie tak. Może władcy Europy nie przewidzieli tego, że siły antyunijne nie dały się spacyfikować latami propagandy i że wykorzystają unijne kryzysy aby zdobyć znaczenie polityczne. Może zadecydowały problemy z państwami z byłego bloku sowieckiego, takimi jak Polska – które to państwa wiedzą dobrze z czym wiążą się takie ponadpaństwowe twory. A może jeszcze coś innego.

Nieważne.

Ważne, że ten plan nie wypalił. I chociaż z uchodźcami czeka nas jeszcze wiele emocjonujących chwil, to wizja eurokołchozu jak na razie się oddaliła.

Trochę mnie tylko martwi co wymyślą teraz.

Manifest z Ventotene, 1941


Komentarze

komentarzy