Jak PiS walczy z wolnym rynkiem uderzając w tzw. lichwę

0
714

Partia rządząca ma jeden stały element praktyki legislacyjnej. Podchwycić dobry temat, wejść w potężne ludzkie oczekiwania i dać narodowi prawo, które prowadzi dokładnie do odwrotnej sytuacji niż oczekiwana. Takim casusem jest przygotowywana nowela do prawa anty lichwiarskiego, która na swoich sztandarach głosi likwidację nieuczciwej i żerującej na ludzkim nieszczęściu branży oferującej szybkie i łatwe wysoko oprocentowane pożyczki. Brzmi pięknie, tylko co kryje się za fasadą podobnych sloganów?

Co to są chwilówki?

To niewielkie pożyczki (zazwyczaj od kilkuset złotych do kilkudziesięciu tysięcy) na dowolny cel. Punkty obsługujące takie usługi znajdują się w niemal każdym mieście i cieszą się nie malejącym zainteresowaniem. Do tego na rynku od kilku lat istnieją „chwilówki” on-line lub pożyczki oferowane za pomocą SMS-ów. Nie zawsze wystarczy PESEL (czasami dodatkowo wymagany jest wiek pomiędzy 21 a 70. rokiem życie, czysta karta w rejestrze dłużników czy jakieś dochody stałe, bez konieczności przedstawiania stałej umowy o pracę). De facto, są to pieniądze dużo prostsze do wzięcia i to od ręki niż miałoby to miejsce w tradycyjnym banku. To co zazwyczaj odróżnia tę formę pożyczek to fakt, że spłata ustalana jest często na jeden miesiąc od zawarcia umowy. Oprocentowanie nie musi być horrendalne, ale takie stają się konsekwencje w przypadku nieterminowych spłat. Koszty podnoszą czasami dodatkowe opłaty (mogą kilkakrotnie przewyższyć pożyczaną kwotę). Wniosek? Chwilówki bywają niebezpieczne dla tych, którzy nie czytają warunków udzielanej pożyczki i nie są pewni spłaty w określonym umową czasie. O czym nie pamięta rząd? O prostym fakcie, że z tych pieniędzy w najbardziej krytycznych momentach skorzystali Polacy, którzy w państwowych bankach mogliby co najwyżej pocałować klamkę. Tyle, że to nie koniec konsekwencji zlikwidowania „chwilówek”…

Jakie dziecko wylewa się z „chwilówkami”?

Zobacz także  Mądra dziewczynka pilnuje drinka, głupia zostaje feministką.

Nowelizacja prawa ma dotyczyć zapisów w kodeksie karnym, cywilnym, prawie bankowym i kilku innych ustawach. W styczniu tego roku zakończył się etap opiniowania. Kilkadziesiąt podmiotów w tym takie jak NBP, KNF, UOKiK czy SN wyraziło potrzebę walki z nieuczciwymi praktykami para bankowymi, a z drugiej strony, nie zostawiło suchej nitki na proponowanych zmianach. Skoro rządzi jedna partia to nie wypadało opinii nie zacząć od laudacji „wielce wyczekiwanych zmian” by nieśmiało wskazać na dziesiątki mankamentów prawnych, ale nie tylko. To „nie tylko” martwi najbardziej. Zauważono, że walka z całą branżą zamiast z patologią w branży (a to drastyczna różnica) doprowadzić może do uwolnienia banków od presji konkurencyjnych firm pożyczkowych, a to poskutkować może wyśrubowanymi warunkami przy kredytowaniu.

Ergo, walcząc z „chwilówkami” tysiące Polaków mogą nie otrzymać np. kredytu na mieszkanie, a póki co wskaźniki rozwoju nawet w planach pana Morawieckiego nie zapewniają młodym małżeństwom pensji prognozującej swobodny zakup własnego mieszkania bez pożyczki. Na pewno jednak na walce z tzw. lichwą zyskają lichwiarze zawodowi i certyfikowani, cały sektor bankowy (w dużej mierze zachodni). I chyba o to chodzi w tej sławetnej walce z „chwilówkami”, gdzie epatuje się obrazkiem starszej osoby, która na lekarstwa zadłuża się u szemranej firmy, a jej procenty doprowadzają takowego pożyczkobiorcę do finansowej agonii. Gra emocjami to coś, co rządzącym wychodzi najlepiej. Problem w tym, że punkty pożyczkowe znikną, ryzyko wyśrubowania kryteriów kredytowych w tradycyjnym banku wzrośnie, a potrzeby Polaków pozostaną te same. Jeśli rząd zaspokoi najpierw te ostatnie, może śmiało zabrać się za likwidowanie „chwilówek” na rympał.

Poza tym, jak to się ma do wolnego rynku, gdzie to obywatele mają decydować czy gromadzą czy przejadają; czy inwestują czy konsumują; czy pożyczają i ewentualnie od kogo? Czy zawsze państwo musi decydować za nas zabierając nam ich zdaniem złe możliwości i skazując na ich zdaniem jedynie słuszne?

Zobacz także  O demokracji w cyberświecie

Robert Wyrostkiewicz

Fot. RW

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułThe Battle of Berkeley
Następny artykułSto dni Trumpa
były wiceprezes Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, członek Rady Programowej Polskiego Radia Radio dla Ciebie, "Polsce Niepodległej", "Odkrywcy", "Mojej Rodzinie"; redaktor naczelny serwisu Archeolog.pl; prezes Mazowieckiego Stowarzyszenia Historycznego "Exploratorzy.pl", założyciel Muzeum Wojny i Pokoju, z wykształcenia politolog i pedagog, obecnie student archeologii; z zamiłowania poszukiwacz skarbów i rzecznik prasowy Polskiej Federacji Poszukiwaczy; katolik nieoświecony "łaską" DSW, zastały basista i perkusista.

Komentarze

komentarzy