Gender na froncie zimowym

9
50756

Kilka dni temu z niedowierzaniem przyjąłem informację mówiącą o paraliżu dróg w Sztokholmie wywołanym opadami śniegu. Szwecja i śnieg to raczej synonimy, a tamtejsze auta od dekad stanowiły najlepsze rozwiązanie na pokonywanie dróg zasypanych białym puchem. Cóż więc takiego się stało, że stolica Szwecji, królowej zimy, poległa w starciu z opadami śniegu? Tym bardziej, że nie był jakiś szczególnie spektakularny i w ciągu pierwszego dnia spadło go raptem od 5 do 10 centymetrów, i dopiero drugiego nasypało rekordowe 40.

Żeby wyjaśnić tę niezwykłą sytuację cofnąć należy się do roku 2013, kiedy to Daniel Helldén, sztokholmski radny, specjalista od drogownictwa i działacz Partii Zielonych podniósł kwestię zasp na chodnikach i stwierdził: „Sztokholm, jako miasto nowoczesne potrzebuje nowoczesnego systemu odśnieżania”, a obecny dyskryminuje obywateli ze względu na… płeć.

Jak dowodził, z ulic korzystają głównie samochody, a te prowadzone są przed wszystkim przez mężczyzn. Chodniki zaś są terenem spacerów kobiet, oraz eskapad rowerzystów. Odśnieżanie ich w drugiej kolejności to zaś ewidentny przykład dyskryminacji i główne siły w trakcie opadów skierować należy właśnie na chodniki. Tym bardziej, że jak dodał wspomniany Daniel Helldén: „Ze statystyk wynika, że w okresie zimowym trzy razy więcej kontuzji ma miejsce właśnie na chodnikach, a nie ulicach”.

Genialne przemyślenia pana radnego zostały wprowadzone w życie i efekt ich nie był raczej trudny do przewidzenia. Pierwsze 10 centymetrów śniegu nieuprzątnięte na czas, zaowocowało trzydniowym paraliżem miasta, który zatrzymał w korkach kierowane przez mężczyzn dostawy jedzenia, karetki i śmieciarki, ale zgodnie z ideologią gender pozwolił kobietom na swobodne spacery. Cel reformy został, więc osiągnięty. Nowoczesność, znów wygrała z wstecznictwem i ciemnotą.

Daniel Helldén, autor rewolucji w odśnieżaniu, skwitował sytuację następującymi słowami: „Jest oczywiste, że coś nie zadziałało. Pytanie brzmi: co? Czy zawiniła pogoda czy procedury, które stosujemy.”

Zobacz także  Merytokracja, czyli rządy aktorów

Jeśli ktoś nie wierzy, że opisana powyżej sytuacja miała miejsce, odsyłam do tekstu źródłowego w The Local, a za wskazanie go dziękuję szwedzkiej sekcji Pitu Pitu.

9 KOMENTARZE

  1. Oki doki, jestem tu tylko po to żeby podzielić się informacjami, bo sama brnęłam kilometry przez zaspy w tę śnieżną środę i wiem jak sparaliżowane było miasto. Sztokholm nie jest normalnie śnieżnym miastem. Jeśli ktoś utożsamia duże miasto na wybrzeżu (z łagodnym klimatem i ciepłymi prądami) ze śnieżycami to chyba nie uważał na geografii. To Norwegia jest przykładem radzenia sobie ze sniegiem (nie odśnieża się tylko utwardza się śnieg). Tu zaś jest ciepło nawet w zimie i nie ma śnieżyc.

    Tymczasem w ostatnią środę zima pobiła wszelkie rekordy: spadło jakieś 20 cm przez noc i kolejne 30 cm w przedpołudnie i padało dalej do nocy. Dane podane w artykule są nieprawidłowe (check: instytut meteorologii w Szto). Sztokholm nie miał takich opadów śniegu w ciągu jednego dnia od 111 lat. Tyle pada przez całą zimę. Nie w jeden dzień. W takiej sytuacji nie ma mowy o jakimkolwiek dżenderowym czy jakimkolwiek innym odśnieżaniu – całe miasto stoi. Maszyny po prostu nie przebiły się przez zablokowane utkniętymi samochodami i autobusami ulice. Nasze dostawy też nie, i karetki też nie. Moja koleżanka z pracy spędziła 5 godzin w samochodzie zasypanym na autostradzie, zablokowana przez autobusy które się nie przebiły.

    Nie czaję co ma być puentą tego artykułu, ale dżenderowego potwora nie widziałam na śnieżnych ulicach Sztokholmu. W kolejnych dniach odśnieżono do czysta wszystkie ulice – śnieg poszedł właśnie na chodniki i pobocza. Przywrócono ruch autobusowy. Rowery dają radę jeździć tylko po ulicach (zresztą to jest ich miejsce, nie chodniki jak sugeruje autor artykułu, który chyba nie zapoznał się z zasadami ruchu w Sztokholmie), a piesi wciąż brną przez zaspy. W centrum nie ma gdzie tego śniegu upchnąć, więc leży na chodnikach bo ruch autobusowy / karetkowy / służb ma pierwszeństwo. Chodniki są wciąż nie przechodnie. Ten artykuł to jakaś fantazja, na równi niedźwiedzi polarnych przechadzających się ulicami Warszawy.

  2. Koleżanko Kornelio- Taaaa, Sztokholm nie zna zim 🙂 Otóż zastanawia mnie czemu im Bałtyk często zamarza i mieszkańcy archipelagu dostają sie tam na skuterach śnieżnych? Skąd wcześniej brały sie zamiecie w stolicy, paraliżujące miasto? Pewnie to legendy? Gdybys pomieszkała tu dłużej to nie dziwowałabys na śnieg (tylko ze kiedys, dnia następnego, wszystko było przejezdne). Fakt ze ostatnie zimy są dosyć łagodne, nie znaczy ze panuje tu klimat śródziemnomorski. Zgoda ze im spadło duzo sniegu w ciagu jednego dnia, ale Szwedzi są przygotowani bardzo dobrze do zimy (jeśli tylko pozwolić służbom działać zgodnie z doświadczeniem).
    Z Twojego wpisu wnioskuje ze jestes tu dosyć nowa (Co tłumaczy poziom wiedzy, ale nie tłumaczy potrzeby nieokiełznanej wrzucenia postu, zawierającego te bzdury).
    I piszesz ze tu rowery to tylko po ulicach jeżdżą?! :)) nie widziałaś na chodnikach ścieżek rowerowych?
    Podobnie jak nie słyszałaś co w lokalnej polityce sie dzieje? – Do szkoly!! Albo na traktory.

    • Prawdą pozostaje jednak fakt, że opady były rekordowe, więc ciężko stwierdzić, co by było gdyby nawet odśnieżano „po staremu” 😉 Nie mówię, że genderowe odśnieżanie ma sens, ale na ile miało wpływ ciężko ocenić, równie dobrze można oceniać wpływ genderu na powódź stulecia 😛

  3. Byłem w tych dniach w Sztokholmie. Ktoś tam odśnieżał, ale bez szału.Mam wrażenie, że zlekceważyli prognozy, bo w środę stanęło wszystko poza metrem.Nawet Arlanda Express na kilka godz.?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here