Rafał Pasztelański – Krwawe lata transformacji

2
3148

No właśnie. Jak mogło dojść do tego, że duża grupa dobrze wyposażonych policjantów wpada w zasadzkę i jest praktycznie bezbronna.

Muszę przyznać, że zaraz po akcji w Magdalence byłem jej wielkim krytykiem. Zbierając informacje na bieżąco, doszedłem do wniosku, że doszło tam do nieprawidłowości. Z czasem mój pogląd się zmienił. Przede wszystkim nikt nie mógł się spodziewać, że teren jest zaminowany. Owszem, po czasie, kiedy było już z wiadomo, że część z bandytów przeszła przeszkolenie wojskowe, że omijali pewne miejsca działki, na której stał dom, to fakt, że rozmieścili ładunki wybuchowe, mógł nie wydawać się zaskoczeniem. Tyle że dopiero po czasie takie sprawy są oczywiste. Trzeba wiedzieć o jeszcze jednym fakcie. Robert C. i Igor P. znajdowali się na liście śmierci gangu mokotowskiego, któremu weszli w paradę. W związku z tym byli doskonale przygotowani na atak. Mieli przy sobie odbezpieczoną broń i granaty. I z tym arsenałem poruszali się po mieście. Dziś to wiemy, wtedy była to niewiadoma i, korzystając z okazji, przepraszam wszystkich, których oskarżałem o niedopatrzenia.

„Mutanci” bali się bardziej grupy mokotowskiej niż policji?

„Mokotów” to była najbardziej zwyrodniała ekipa przestępcza w historii Polski. „Pruszków” czy „Wołomin” potrafił kogoś skatować, połamać, ale puszczał wolno. Kiedy jakiś czas przed Parolami „Mutanci” porwali księgowego „Mokotowa”, ten wydał wyroki śmierci na całą grupę. Zaczęła się prawdziwa rzeź, że wspomnę słynną strzelaninę w zakładzie fryzjerskim, w której wraz z osaczonym gangsterem zabito przypadkową dziewczynę w ciąży. Słynni „Obcinacze Palców”, to także część grupy mokotowskiej. Potrafili porwać dla okupu 18-letnią dziewczynę, katować ją brutalnie przez kilka tygodni, wziąć okup i ją zamordować. To zresztą nie jedyny przykład. Porywanych katowali dla zabawy i mordowali. Planowali porwać rozpracowujących ich prokuratorów czy policjantów i po zabiciu podrzucić ciało w jakimś spektakularnym miejscu. Znany jest przypadek, kiedy zorientowali się, że egzekucję matki przeżyło 7-letnie dziecko, więc wrócili się, żeby je zabić. Nie powinno zatem dziwić, że „Mutanci”, którzy do aniołków nie należeli, mogli być przerażeni wizją dostania się w ręce „Mokotowa”.

Zobacz także  Piotr G. Pawłowski - Piwo a sprawa polska

Ten obraz ostatnich 25 lat stoi w jawnej sprzeczności z obrazem pokojowej transformacji czy wręcz sielanki, jaką był okres wychodzenia z komunizmu, z którym na co dzień można spotkać się w mediach.

Trudno ten okres nazwać sielankowym. Owszem, wokół wyrastała nowoczesna infrastruktura. Kina, sieci handlowe, apartamentowce, jeździliśmy coraz lepszymi samochodami, ale podskórnie toczyła się regularna wojna. Ta rzeź zakończyła się dopiero w okolicach roku 2005. Rozbito największe gangi, a w ich miejsce powstały mniejsze, bardziej wyspecjalizowane i mocno hermetyczne. Współpracują ze sobą bez tak gwałtownej przemocy, jak miało to miejsce wcześniej. Działają bez rozgłosu, zarabiając przy tym ogromne pieniądze. Tu zauważyć trzeba jednak, że działają nie 10 czy więcej lat, jak bywało wcześniej, tylko rozbijane są przez policję góra po trzech latach.

Jak to możliwe, że choć wiadomo, iż taki np. „Pershing” to mafiozo, który prowadzi nielegalne interesy i żyje ponad stan, to on spokojnie chodzi sobie po ulicy, spotyka się z politykami?

Przy okazji „Pruszkowa” zainteresowałem się tym, jak wyglądały kontrole skarbowe członków tej grupy. Okazało się, że ich w ogóle nie było. Kiedyś zjawiłem się w urzędzie skarbowym na terenie, gdzie zameldowanych było pięciu bardzo groźnych przestępców. Szefowa urzędu potwierdziła, że są to bandyci. Na pytanie, czemu się nimi nie zajęła, zamiast odpowiedzieć, zaprowadziła mnie do pokoju, gdzie pracowały kobiety, które miałyby przeprowadzić ewentualne kontrole. Nie musiała nic dodawać. Widok starszych pań wyjaśniał wszystko. Biorąc pod uwagę wspominane powyżej standardy pracy policji i prokuratury, naprawdę trudno było się im dziwić. Kiedy kilka lat późnej powstały specjalne komórki zajmujące się tym tematem, napisałem list do Ministerstwa Finansów z pytaniem, czemu ten proceder trwa, pomimo nowego prawa pozwalającego na rekwirowanie majątków pochodzących z przestępstwa. Pozwala ono na zajęcie 70 procent tego typu własności.

Zobacz także  Rafał Ziemkiewicz - Wyleczmy się z martyrologii

Jaka była odpowiedź?

Dowiedziałem się, że zajmowanie tego typu majątków i pozostawienie 30 procent w rękach bandytów, byłoby legalizacją pieniędzy z przestępstwa. Wygląda więc na to, że lepiej jest zostawić bandycie 100 milionów, niż zabrać 70. Biorąc do tego pod uwagę śladową liczbę tego typu kontroli, można zaryzykować stwierdzenie, że lata 90. trwają w najlepsze. Jedynie nikt już nie strzela na ulicach.

Rozmowa pierwotnie ukazała się w magazynie Uważam Rze Historia

2 KOMENTARZE

  1. Czepiam się?

    „A tak naprawdę był to owoc typowo polskiego myślenia. Skoro nic się nie dzieje, to po co wydawać fundusze?”

    Kolejny dla którego Polska, i tylko Polska, to miejsce przeklęte. No bo Niemcy, którzy najpierw nawet w słowach głowy swojego wywiadu twierdzili, że nie ma obaw co do tożsamości wpuszczanych bez nadzoru tysięcy pustynnego luda, a później z rozbrajającą szczerością przyznali, że wśród uchodźców-nachodźców są przestępcy, wykazali się przenikliwością.

    Z tak myślącymi ludźmi nigdy w naszym kraju nie będzie dobrze. Bo jaki należy wyciągnąć wniosek z tak postawionej sprawy? Ano skoro TO ma wynikać z „typowego polskiego myślenia”, to trzeba pozbyć się jakichkolwiek oznak polskości, aby było dobrze. Zmiana musi oznaczać odejście od polskości, a nie na zmianie jej rzekomych znamion. Nie można liczyć na zmianę w obrębie polskości, nie można pozostawić śladu po polskości, bo przecież dla polskości ma to być „typowe”.

    Żeby było śmieszniej kilka zdań później padają słowa, które wskazują nie na zaniechanie spowodowane „typowo polskim myśleniem” jako czynnik zasadniczy, lecz na działania celowe bliżej nieokreślonych osób: „Patrząc jednak na różne decyzje, typu rozwiązanie wydziałów przestępczości gospodarczej w czasie największego boomu przemytu do Polski, zdrowy rozsądek podpowiada jednak, że to był sabotaż.” Rozmówca wiedzie na manowce myśl człowieka, który by chciał poznać przyczynę w celu naprawienia nieprawidłowości, a nie w celu wylania żalu i gniewu. Bo po tak wyrażonych zdaniach można tylko uderzyć w ton rozgoryczenia i złorzeczenia: „A to Polska właśnie!”, „Mój kraj taki piękny” itp.

    Czepiam się? Nie wydaje mi się.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here