Aleksander Stępniak – Franco, dobry duch Hiszpanii.

2
2186

Nieco dziwny system terroru.

Powiem więcej. Franco uznał, że za rewolucyjne nastroje w dużym stopniu odpowiadał analfabetyzm i brak umiejętności niezbędnych do podjęcia lepiej płatnych zajęć. W efekcie na terenie więzień wprowadził przymusowe nauczanie. Osadzeni codziennie brali udział w zajęciach szkolnych, w trakcie których czytano np. prasę. Istniało specjalne czasopismo dla skazanych: „Redención”. Z oczywistych względów publikowano tam materiały, które miały sprzyjać naprawie moralnej osadzonych. Na przykład w czasie II wojny światowej bardzo popularne były artykuły o porażkach Armii Czerwonej. Jedyne media, które nie podlegały cenzurze, to wydawnictwa kościelne. Do Pisma Świętego i katechizmu więźniowie również mieli nieograniczony dostęp, a wręcz zachęcano ich do takiej lektury i była ona mile widziana przez władze więzienne.

To o tyle ciekawe, że Kościół ustawił się w opozycji do Franco.

To skomplikowana sprawa. Kościół katolicki faktycznie z dużą dozą dystansu patrzył na politykę Franco. Konkordat podpisano dopiero w roku 1953. Nie był to jednak moment trwałego sojuszu z Kościołem katolickim. Wręcz przeciwnie: im dłużej trwały rządy Franco, tym większy dystans i niechęć dzielił obie strony.

Czemu tak się działo? Przecież republikańska rewolucja za jeden z głównych celów stawiała sobie fizyczną eliminację kleru. Kościół powinien być wdzięczny Franco za ocalenie.

Jest kilka tez. Jedna z nich mówi, że winę za zaistniałą sytuację ponosi sam Franco, który rościł sobie prawo do mianowania biskupów. Wynikać to miało z faktu, że Kościół częściowo popierał republikę, a Franco chciał mieć pełną kontrolę nad nastrojami społecznymi i nie chciał pozwolić, żeby myśl rewolucyjna sączona była z ambon. Watykan, oczywiście, niechętnie godził się na ingerowanie w jego kompetencje i stąd wieloletnie opóźnienie w podpisaniu konkordatu. Inna z tez mówi, że Franco nie chciał obciążać Kościoła kontrowersjami wokół swojej osoby, okresu wojny i polityki prowadzonej po niej. Tym bardziej że nad Hiszpanią wciąż wisiała groźba interwencji aliantów, którzy po zakończeniu zmagań z Niemcami mogli wpaść na pomysł likwidacji niedawnego sojusznika Hitlera. Odsunięcie Kościoła od sojuszu z dyktatorem miało chronic sam Kościół, gdyby taka likwidacja nastąpiła. Liczne hipotezy mówią zresztą, że wojna domowa w Hiszpanii trwała tak długo i zakończyła się dopiero w roku 1939 dlatego, że komuniści mieli nadzieję dotrwać do wybuchu II wojny światowej i oczekiwali, że ta da wsparcie ich działaniom.

Zobacz także  Historia Kolbuszowej: Skarby i bieda. Część 2

Zapaść stosunków pomiędzy dyktaturą a Watykanem wiązać należy jednak z soborem watykańskim drugim, kiedy to dialog Kościoła z komunizmem zastąpił twardy sprzeciw wobec tej ideologii. W tym momencie frankizm utracił fundamenty – przestał być obrońcą wiary przed rewolucją, w momencie gdy Kościół dopuszczał pertraktacje z przedstawicielami rewolucji. Za tym poszło odwracanie się poszczególnych duchownych i biskupów w Hiszpanii od frankizmu. Równocześnie zyskiwała popularność tzw. teologia wyzwolenia i dochodziło do infiltracji Kościoła przez Moskwę. Wszystkie te elementy miały ogromne znaczenie dla stosunków państwo–Kościół w Hiszpanii.

Wróćmy jednak do polityki pojednania. Skoro Franco stosował tak szeroko politykę pojednania, czemu nikt dziś nie kojarzy go z pokojowymi zamiarami?

Wszystko, o czym rozmawiamy, to sprawy całkowicie dziś pomijane w narracji na temat Franco. Mało tego: jeśli wpiszemy w Google frazę „hiszpańska polityka pojednania”, pojawi się link do komunistycznego manifestu stworzonego po śmierci Stalina, kiedy to w wyniku braku pieniędzy transferowanych z Moskwy partyzantka antyfrankistowska straciła jedyne źródło zasilana i musiała złożyć broń. Po tym czasie operacje partyzanckie praktycznie zanikły i, jeśli już miały miejsce, nigdy nie przybrały zasięgu sprzed śmierci Stalina. Ogłoszenie pojednania się z narodem było więc w ich przypadku zwykłą zmianą taktyki wobec nowych wytycznych ze Związku Radzieckiego, przedstawioną jako plan pojednania.

Wracając do kwestii porewolucyjnych, warto nadmienić, że walka z analfabetyzmem nie dotyczyła jedynie więźniów. Program ten dotyczył całości społeczeństwa. Dodatkowo wspierany był przez system socjalny pomagający ubogim przeżyć w realiach zniszczonego kraju. Jeszcze w czasie trwania wojny domowej siły narodowe zorganizowały służbę pomocy socjalnej Auxilio Social na wzór niemieckiego Winterhilfe. Co istotne, pomoc ta trafiała także do rodzin osób osadzonych w więzieniach za przestępstwa z okresu rewolucji. Tak więc nietrudno zauważyć, że Franco wprowadził system sprawiedliwości społecznej, czyli element, z którym próżno by kojarzyć prawicową dyktaturę.

Zobacz także  Waldemar Piasecki. - Jan Karski, zwykły bohater

Kościół nie był jedynym środowiskiem kontestującym Franco, w sumie miał on
na pieńku ze wszystkimi.

To prawda. Falanga, jedna z najważniejszych sił politycznych wspierających Franco w momencie wybuchu wojny domowej i później, jedyna legalna partia polityczna w okresie dyktatury, była niezadowolona, gdyż Hiszpania pozostawała monarchią. Monarchistom nie podobało się, że nominalnie jest monarchia, a władzę sprawuje Franco. Kościołowi, chociaż miał uprzywilejowaną pozycję, przeszkadzało to, że Franco chciał mieć wpływ na obsadzanie biskupów. Robotnikom nie podobało się, że nie ma związków zawodowych, tylko istnieje centralnie sterowany syndykat.

Jakim cudem przetrwał u władzy do śmierci, mając wokół tak nieprzyjazne środowisko?

Był na pewno sprawnym politykiem. Za przykład niech posłuży kwestia finansowania zarówno wojny domowej, jak i okresu zaraz po niej. Pomoc otrzymywał z Niemiec i Włoch w postaci surowców naturalnych, za które miał zapłacić po wygranej wojnie. Druga strona konfliktu otrzymywała pomoc ze strony Rosji sowieckiej w zamian za hiszpańskie rezerwy złota banku narodowego zdeponowane w Odessie. Miał być to bratni, bezpieczny teren.

To ewidentnie wskazuje, kto był prowodyrem wojny w Hiszpanii.

Lub przynajmniej opiekuńczym duchem i to już w roku 1934, kiedy wybuchł bunt robotniczy w Asturii, stłumiony szybko w efekcie praktycznie zerowego poparcia społecznego. Konflikt ten został na parę lat wyciszony i sprowadzony do poziomu bójek ulicznych, aż eksplodował kilkuletnimi zmaganiami wspieranymi przez Moskwę. Mowa oczywiście o wojnie w Hiszpanii.

Franco musiał być też politykiem konsekwentnym, skoro udało mu się – fakt, że dopiero w latach 60. – osiągnąć sukces. Hiszpania poziomem wzrostu gospodarczego ustępowała wtedy jedynie Japonii.

I wszystko to rozsypało się wraz z jego śmiercią. Kiedy go zabrakło, upadła też wiara, że państwo może funkcjonować zgodnie z założeniami byłego dyktatora. Zaczął się proces gnicia. Dziś lewica w Hiszpanii nie ma żadnych oporów, żeby odwoływać się do dziedzictwa okresu republiki, nazywając go utraconym Eldorado i otwarcie deklarując, że ich pomysł na Hiszpanię to powrót do tego projektu.

Zobacz także  David Irving - Staram się zrozumieć Hitlera
1
2
3
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułMinistrze Błaszczak. Mamy spory problem.
Następny artykułDekonstrukcja rządu Beaty Szydło
Dziennikarz i publicysta. Były redaktor naczelny portalu kultura.org.pl, oraz magazynu Uważam Rze Historia. Na liście tytułów prasowych, z którymi współpracował znajdują się: Newsweek, CHIP, Forbes, CKM, Tygodnik ABC, Uważam Rze, Uważam Rze Historia, Komputer Świat, oraz serwisy internetowe: kultura.pl, tvp.pl i empik.com. Autor licznych wywiadów prasowych podejmujących sprawy polityczne, społeczne, historyczne, gospodarcze i technologiczne.

Komentarze

komentarzy