Rzeczpospolita Dubrownicka, czyli pokorne cielę

0
45
Dubrownik (fot. Bjoertvedt)
Dubrownik (fot. Bjoertvedt)

Dla Turków był Dubrownik oknem na świat, dzięki któremu nawet w czasach wojny z niewiernymi do Konstantynopola mogły docierać europejskie produkty. Dla Europy była Ragusa źródłem bogactw Lewantu, dlatego nawet papież zwalniał tamtejszych kupców z zakazu handlu z bisurmanami. A kiedy obie strony zmęczyły się już walką, dyplomaci z miasta-państwa zawsze gotowi byli, by pośredniczyć w rozmowach pokojowych.

W jednym z ostatnich tekstów wspominałem o Sutorinie, kawałku lądu, o który spierają się Bośnia i Hercegowina z Czarnogórą. Pisałem, że Sutorinę do osmańskiego elajetu Bośni włączono po traktacie karłowickim w 1699. Nie pisałem jednak, czyje dyplomatyczne starania doprowadziły do tego, że triumfujące państwa Ligi Świętej pozwoliły, by pokonana Turcja mogła zachować zarówno dostęp do Boki Kotorskiej, jak i Neum, czyli jedyny obecnie bośniacki port morski.

Oba skrawki adriatyckiego wybrzeża zostałyby pewnie pod kontrolą Wenecji, gdyby nie starania posłów malutkiej, ale żywo zainteresowanej sprawą Republiki Dubrownika. To miasto-państwo czerpało swoje bogactwo z handlu z Turkami i nie mogło sobie pozwolić, by od największego rynku zbytu oddzielały je tereny największego konkurenta. Republika byłaby wtedy w potrzasku, z zachodu (Neum) i wschodu (Sutorina) byłaby w weneckich kleszczach, na północy od Bośni dzieliłyby ją potężne góry. W tej sytuacji dyplomaci z katolickiego Dubrownika wykorzystali swoje kontakty w chrześcijańskich stolicach, by bronić interesów wrogiego, muzułmańskiego mocarstwa, a „przy okazji” swoich własnych.

Dla współczesnych nie było to niczym dziwnym. Od połowy XV wieku, kiedy kupiecka republika zaczęła płacić sułtanowi haracz, dobre stosunki z Konstantynopolem były podstawą jej egzystencji. W przeciwieństwie do handlarzy z Wenecji, która co i rusz prowadziła z Turkami wojny, kupcy z Ragusy1 przez prawie cały czas mieli dostęp do wielkiego rynku imperium Osmanów. Świetnie zorientowani i znający odpowiednich ludzi, Dubrowniczanie nie byli tylko neutralnymi pośrednikami w handlu między Turcją a Europą. W wielu punktach Bałkanów utrzymywali swoje kolonie, gdzie prowadzili handel, ale też, jak w kosowskim Janjevie, zajmowali się chociażby górnictwem.

Zobacz także  Słoweńska marmolada

W przeciwieństwie do innych narodów Bałkanów, dla których tureckie postępy oznaczały niewolę, dla Dubrownika pax Turca był krokiem naprzód. Łatwiej prowadziło się interesy w przewidywalnym państwie sułtana, niż w feudalnym bałaganie, który panował przed osmańskimi podbojami, kiedy Serbowie, Bułgarzy i Grecy dzielili się na walczące ze sobą państewka i nikt nie mógł nadążyć za ciągłymi zmianami granic.

Stradun, obecnie główna ulica Starego Miasta w Dubrowniku. Kiedyś był to teren podmokły, który dzielił romańskojęzyczną Ragusę od słowiańskiej Dubravy (fot. Laszlo Szalai)
Stradun, obecnie główna ulica Starego Miasta w Dubrowniku. Kiedyś był to teren podmokły, który dzielił romańskojęzyczną Ragusę od słowiańskiej Dubravy (fot. Laszlo Szalai)

Oczywiście, stosunki z Turkami bywały czasem napięte. Ofiarą jednego z takich spięć był Marojica Kabužić. Ten dubrownicki patrycjusz był miłośnikiem dobrej zabawy przy mocnych trunkach. Pech chciał, że kiedy urządził imprezę dla kilku swoich tureckich przyjaciół, stosunki między miastem-państwem a osmańskim imperium były złe. Trwała wtedy wenecko-turecka wojna o Kretę, a Stambuł oskarżał Dubrownik o to, że w murach miasta schronienie znajdują hajducy, słowiańscy watażkowie walczący z wojskami sułtana.

Kabužić został skazany, a jednym z jego najostrzejszych oskarżycieli był teść. Pech chciał, że kiedy skazany przyjechał do miasta odbyć karę, trafił na ojca swojej żony i, wyszedłszy z nerwów, dźgnął go trzy razy nożem. Nie poprawiło to jego sytuacji i nawet próba zdobycia azylu we franciszkańskim zakonie na niewiele się zdała. Co gorsza, ofiara była senatorem, dlatego nieszczęsnego hulakę skazano nie tylko za morderstwo, ale za zdradę stanu.

Na szczęście dla niego, kilka lat później miasto nawiedziło trzęsienie ziemi. Te budynki, które przetrwały wstrząsy, spłonęły w wywołanym katastrofą pożarze, a wiele ważnych osobistości zginęło. Morderca swojego teścia nie dość, że wyszedł na wolność, to przejął jeszcze władzę w czasie, gdy miasto podnosiło się z ruiny. Wykazał przy tym tyle animuszu, że wielu zaczęło mówić o trzęsieniu ziemi jako karze za niesprawiedliwe potraktowanie patrycjusza.

W późniejszym życiu Kabužić zwiedzi też tureckie więzienie w Konstantynopolu, gdzie będzie trzymany przez Kara Mustafę jako zakładnik, by wymusić na mieście ogromny haracz w wysokości 350 tysięcy dukatów. Znowu jednak dubrownicka dyplomacja postawi na swoim i skończy się na podarunkach dla wezyra, które kosztowały mniej niż jedną trzydziestą tej kwoty.

Zobacz także  Kraj, w którym jednooki był regentem

Żeby nie być zdanym jedynie na łaskę Turków, Dubrownik starał się mieć również protektora wśród chrześcijańskich władców. Ideałem takiego opiekuna byli królowie Węgier. W 1358 roku Ludwik Wielki wygrał wojnę z Wenecją i po 150 latach pozbawił ją zwierzchnictwa nad Ragusą. Między węgierskim królem i mieszkańcami Dubrownika zawarto układ, który w teorii niewiele się różnił od wcześniejszej umowy z dożami. Różnice były dwie: comes (po słowiańsku knez) był teraz tylko zatwierdzany, a nie wybierany przez protektora, a do tego skupione na lądzie Węgry nie miały powodu, by utrzymać wymuszone przez weneckich rywali ograniczenia dla dubrownickiej żeglugi.

Po węgierskiej klęsce pod Mohaczem Dubrownik stracił swojego patrona. Szybko jednak znalazł następców: hiszpańskich Habsburgów. Ten sojusz wydaje się egzotyczny tylko do czasu, gdy przypomnimy sobie, że wtedy Hiszpanie rządzili też znajdującymi się tuż po drugiej stronie Adriatyku południowymi Włochami.

Miasto, którego patronem był święty Błażej, starało się też o wsparcie Austrii, papieża i innych państw europejskich. Składając podarki, świadcząc usługi i udzielając informacji tak jednym, jak i drugim, Dubrownik wychodził cało z kolejnych bałkańskich burz.

Kościół św. Błażeja (fot. Tony Hisgett
Kościół św. Błażeja (fot. Tony Hisgett

Dla Turków był Dubrownik oknem na świat, dzięki któremu nawet w czasach wojny z niewiernymi do Konstantynopola mogły docierać europejskie produkty. Dla Europy była Ragusa źródłem bogactw Lewantu, dlatego nawet papież zwalniał tamtejszych kupców z zakazu handlu z bisurmanami. A kiedy obie strony zmęczyły się już walką, dyplomaci z miasta-państwa zawsze gotowi byli, by pośredniczyć w rozmowach pokojowych.

Turyści, którzy dzisiaj masowo przyjeżdżają do Dubrownika, podziwiają potężne mury, które chroniły miasto ze wszystkich stron. Bardziej jednak podziwiać powinni kunszt dyplomatów tego miasta, dzięki którym murów tych aż do czasów Napoleona nikt nie oblegał.

1 Dubrownik tradycyjnie składał się z dwóch części. Na południe od dzisiejszej ulicy Stradun znajdowała się tradycyjnie romańska Ragusa, na północy słowiańska Dubrava. Wraz z napływem słowiańskiej ludności z okolic miasta, ci drudzy stali się zdecydowaną większością. Wróć.

Zobacz także  Jak to dobrze, że był Ceaușescu...

Komentarze

komentarzy