Mołdawia – ostatnia biała plama

0
38
Również Kiszyniów ma swój Łuk Triumfalny
Również Kiszyniów ma swój Łuk Triumfalny

Mołdawia to najbiedniejszy i chyba najmniej znany kraj w Europie. Brak tutaj wielkich zabytków czy cudownych krajobrazów. Czy warto się więc tam wybrać?

Pamiętacie tazosy? Jeśli dorastaliście w tym samym czasie, co ja, to pewnie tak. W pewnym momencie zostały one zdominowane przez Pokemony, jednak wcześniej znaleźć można było na tych krążkach masę różnych rzeczy. Zaczęło się, o ile pamiętam, od zwierząt. Potem jednak trafiło się coś, co spowodowało, że zainteresowałem się światem – tazo z flagami państw. Wcześniej nie byłem w tej kwestii szczególnie obeznany. Niech świadczy o tym fakt, że kiedy chciałem kupić flagę USA (byłem amerykanofilem od najmłodszych lat), to sprzedawcy udało się wcisnąć mi chorągiewkę z barwami Rosji. Nie chcąc się przyznać do tego, że zostałem oszukany, długo nie przyjmowałem do wiadomości, że amerykańska flaga ma gwiazdy.

Obiekt dziecięcego pożądania.
Obiekt dziecięcego pożądania.

Producenci chrupek postanowili mi pomóc i wypuścili całą serię kółek, na których pokazana była flaga oraz podane powierzchnia, ludność i najwyższy szczyt każdego kraju. Najpierw Europy, potem całego świata (wtedy też dodano fotografię monety na drugiej stronie). O ile zebranie wszystkich flag z tej drugiej serii było niemal niemożliwe przy moim skąpym kieszonkowym, o tyle Europę dało się skolekcjonować dość szybko. Chociaż nie do końca – miałem ogromny problem, by zdobyć kapsel z informacjami na temat Mołdawii. Kolejne paczki przynosiły tylko rozczarowanie – nigdzie nie mogłem trafić na wizerunek orła z głową byka na piersi.

Wtedy pierwszy raz usłyszałem w ogóle o istnieniu tego państwa. I, szczerze powiedziawszy, przez długi czas świadomość tego istnienia była jedyną informacją na jego temat, jaką posiadałem. Kiedy dwa lata temu planując majówkę zauważyłem, że można z Kamieńca Podolskiego i Chocimia ruszyć właśnie na multańską stronę, a potem jechać prosto do Odessy, problemem było – co właściwie można w tej Mołdawii zobaczyć? Internet, zazwyczaj pełen rad i wręcz przeładowany informacjami, w tym przypadku nie był zbyt pomocny. Jak pisał Stasiuk

W Mołdawii jest około stu trzydziestu zabytków. Ich spis mieści się na jednej stronie formatu A4 w atlasie Mołdawii, który kupiłem sobie w Kiszyniowie. Połowa pochodzi z XIX i XX wieku.

Dodajmy, że wiele z nich to po prostu stare wille, na które gdzie indziej mało kto by spojrzał.

Zobacz także  Siedem stolic i jedna nie

Tak samo, jak pewnie niewiele osób odwiedzałoby Orchej Stary, gdyby leżał na przykład na Ukrainie. W Mołdawii jest to zaś jedna z największych atrakcji. Położony w zakolu rzeki Reut monastyr odwiedziłem wraz z czwórką Polaków, których spotkałem w chocimskiej twierdzy. Kiedy oni przyjechali tam rano, po drodze do Kiszyniowa, ja akurat budziłem się po nocy spędzonej w drewnianym wozie. Jako że nie miałem bladego pojęcia, jak znad Dniestru dostać się do mołdawskiej stolicy, a oni mieli jedno miejsce w samochodzie, byli dla mnie jak dar z nieba. Był to pierwszy „poważny” autostop w moim życiu. Jeśli to czytają, to pozdrawiam!

Republika Mołdowy to kraj mały i biedny. W dodatku połowa historycznej Mołdawii wraz z tradycyjną stolicą, Jassami, znalazła się po drugiej stronie granicy stanowionej przez rzekę Prut, w Rumunii. Gospodarka opiera się głównie na rolnictwie i jadąc główną trasą z północy na południe można odnieść wrażenie, że poza jabłkami i winem nic więcej się tutaj nie produkuje.

Historia miast często sięga ledwie początków XIX wieku, gdy Rosjanie po zajęciu Besarabii zaczęli budować tutaj garnizony. Tak powstał Tyraspol, takie są również dzieje Kiszyniowa. Widać to po regularnej siatce ulic w centrum. Nie ma tutaj żadnej improwizacji, niekontrolowanego rozwoju. Wszystkie aleje poprowadzone są jak od linijki i przecinają się pod kątem prostym. Tak jest również z najważniejszą ulicą stolicy – aleją Stefana Wielkiego. Absurdalnie szeroka i otoczona przez najbardziej reprezentacyjne budynki, swoją nazwę bierze od największego bohatera narodowego. Podobizna tego rządzącego na przełomie XV i XVI wieku hospodara znajduje się na wszystkich mołdawskich banknotach. To podczas walki z nim za króla Olbrachta wyginęła szlachta.

Kiszyniów nigdy nie będzie turystycznym celem numer jeden na świecie. Jednak, ze względu na sporą ilość zieleni i nietypową atmosferę imperialnej prowincji, jest to miejsce całkiem przyjemne. Uroku dodaje mu to, że to taka trochę większa wieś. Wystarczy kilka minut spaceru, by z monumentalnego bulevardul Stefan cel Mare trafić na ulicę 31 sierpnia, z kameralną zabudową i sielankowym nastrojem.

Na pewno bardziej pasuje to do Mołdawii, niż blokowiska, które stanowią większość Kiszyniowa1. Bo kraj jest, jak już pisałem, wybitnie rolniczy. Miasta są tutaj ciałem obcym. Za to wsie są piękne, domy zadbane i wymalowane na jasne kolory. Jako że nie wszędzie poprowadzone są wodociągi, pospolitym widokiem się studnie, często wymyślnie zdobione. Krajobrazy, przynajmniej na północy, zdominowane są przez pozbawione drzew pagórki, które ciągną się aż po horyzont. Dopiero w okolicach Kiszyniowa zaczynają się pojawiać lasy.

Nie da się ukryć, że trudno będzie z ziem między Prutem i Dniestrem zrobić centrum światowej turystyki. Mimo to chciałbym tam wrócić. Choćby po to, by zobaczyć Gagauzję czy romską dzielnicę w położonych na północy Sorokach, gdzie architektoniczna fantazja Cyganów osiągnęła szczyty. Najlepsze historie poznaje się zresztą zwykle z dala od najpopularniejszych szlaków. Choćby dla nich warto się wybrać w ten zapomniany przez wszystkich fragment Europy.

Zobacz także  Kraj czereśniowych armat

A na koniec – anegdota.

Zaraz po przekroczeniu ukraińsko-mołdawskiej granicy, Tomek (kierowca) zagapił się i zamiast w prawo, pojechał prosto. Po chwili zauważył polną dróżkę, a obok rolnika na traktorze. Nie chcąc się zawracać do rozwidlenia, zapytał, czy można tą ścieżką dostać się na trasę na Kiszyniów. Rozsądny chłop odpowiedział:

– Można. Ale nie lepiej asfaltem?

1W latach 1950-91 liczba mieszkańców zwiększyła się pięciokrotnie. Nowych upychano w budowanych masowo wielopiętrowych, betonowych pudłach.Wróć.

Komentarze

komentarzy