Depresja piłkarza

0
26
Typowy turecki krajobraz: bloki, bloki, bloki.
Przedmieścia Edirne. Typowy turecki krajobraz: bloki, bloki, bloki.

Turcja kojarzy się z pięknymi plażami, egzotycznymi krajobrazami Kapadocji czy zabytkami Stambułu. Jednak w rzeczywistości jest to raczej brzydki kraj. Poza górzystymi pustkowiami mamy tam głównie miasta-molochy, od patrzenia na które bolą oczy.

Rzadko się zdarza, by zdrowy piłkarz kończył karierę w wieku 30 lat. Wielkie więc było zdziwienie, kiedy w 2006 roku decyzję o rozbracie z piłką ogłosił Mirosław Szymkowiak. Stało się tak, mimo że w swoim klubie, tureckim Trabzonsporze, cieszył się wielką popularnością wśród kibiców1, a dla swojej drużyny zdobywał regularnie bramki i asysty. Wszystko to ponoć z tego powodu, że Turcy nie chcieli zgodzić się na sprzedanie go do innej drużyny, domagając się wypełnienia ważnego jeszcze przez kilka lat kontraktu. „Szymek” zaś, poza problemami z nowym trenerem, które dałoby się pewnie rozwiązać, miał już po prostu życia w mieście nad Morzem Czarnym.

Przyznaję, trochę się z byłego reprezentanta Polski wtedy śmiałem. Było to o tyle łatwe, że ten piłkarz nigdy nie należał do szczególnie silnych psychicznie. Przed najważniejszymi meczami dostawać miał ataków biegunki (co tłumaczyłoby, dlaczego zwykle w takich spotkaniach zawodził). Do tego wystąpił w reklamie Murapolu, w której zrobiono z niego totalną ciapę. Co prawda zniknęła gdzieś w otchłani internetu, jednak jej echa nadal można tam znaleźć. Zresztą, spójrzcie tylko na to:

Dopiero siedząc w trabzońskim pokoiku hotelowym, na którego czterech metrach kwadratowych zmieściły się tylko łóżko, umywalka i dyskretny zapach stęchlizny, zacząłem rozumieć „Szymka”. Sam pewnie też bym tam nie wytrzymał.

Powodów jest wiele. Po pierwsze, czego mogą nie być świadomi ludzie znający Turcję z perspektywy kurortów na Morzem Śródziemnym, Turcja jest państwem muzułmańskim. Kiepskie piwo kosztuje w sklepie z 6-7 złotych. Wyjścia na miasto, nawet młodych ludzi, zwykle polegają na piciu herbaty i całowaniu się po policzkach. Życie nocne, tak ważne dla piłkarzy, prawie nie istnieje. Do tego Turczynki są w swojej masie po prostu brzydkie (taka już cecha narodów-zdobywców). Jeśli dodamy do tego, że również galerii handlowych jest mniej, niż w Polsce, to taki opis przeciętnego polskiego piłkarza może przyprawić o dreszcze.

Zobacz także  Dubaj nad Dunajem

Załóżmy jednak, że Szymkowiak, jako przykładny mąż i profesjonalny piłkarz, nie interesuje się kobietami i alkoholem, a czas wolny od piłki spędza na podziwianiu architektury. Tutaj również spotkać go może zawód.

Przede wszystkim, tureckie miasta ogólnie są strasznie brzydkie. Główną tego przyczyną jest presja demograficzna. Liczba Turków zwiększa się systematycznie, do tego mało który z nich chce mieszkać na wsi czy w małym miasteczku. W efekcie kraj składa się z kilometrów pustkowi i ogromnych miast. Wszystko to stało się błyskawicznie (Stambuł w latach 1950-2000 zwiększył liczbę ludności dziesięciokrotnie!), dlatego też ledwie nadążano z zaspokajaniem potrzeb mieszkaniowych. Chcąc zapewnić dach nad głową coraz to nowym falom „mieszczan” burzono zabytkową i kameralną architekturę2, zastępując ją obrzydliwymi, wielopiętrowymi blokami. Tereny, które pozostały, Turcy zaczęli zabudowywać na własną rękę improwizowanymi konstrukcjami, które jeszcze bardziej zaśmiecały krajobraz. Dlatego też wszystkie większe miasta Turcji wyglądają niemal identycznie. Identycznie źle, dodajmy.

Trabzon jest jednak wśród tego morza brzydoty wyjątkowo paskudny. Co prawda leży nad Morzem Czarnym, jednak zamiast plaż mamy tutaj ciągnące się kilometrami zabudowania portowe. Do tego centrum oddzielone jest od wody kilkupasmową autostradą, którą pokonać można tylko przy pomocy kładek nad jezdnią. Nie zachęca to więc do kąpieli. Do tego dochodzi przecinająca, jak w Chorzowie, strefę pieszą estakada, pod którą unosi się mocny zapach uryny. Na ścianach brzydkich, betonowych bloków widać ślady grzyba, a na balkonach wywieszone, poszarzałe pranie. Do tego nie ma tam chyba żadnego ładnego placu czy parku, do którego można by uciec i trochę odpocząć. A na deser deszcz, który nad tureckim wybrzeżem Morza Czarnego pada ponoć codziennie (tak wynika zarówno z opowieści kierowców, jaki i z mojego doświadczenia). Jeśli tam ktoś nie dostanie depresji, to nie spotka go to już nigdzie indziej. Zobaczcie zresztą sami:

Jak widzicie, nie ma tu żadnej egzotyki. Jedynie beton, syf i szarość.

Zobacz także  Zemun sto lat po milenium

A żeby zakończyć trochę bardziej estetycznym akcentem, oto „rapujący” Szymkowiak i kilku innych piłkarzy. Do tego prawdziwa rewia mody męskiej z przełomu wieków – skóra (być może z Turcji?), fura i fryzura:

1Cieszy się nią do dzisiaj. Kiedy komuś w Trabzonie mówiłem, że jestem z Polski, od razu słyszałem „Mierzejewski” (to piłkarz, który gra tam obecnie), potem „Brożek” (to łączone z gestami dezaprobaty, jako że bracia bliźniacy – Piotr i Paweł nie spełnili oczekiwań kibiców). Kiedy powiedziałem „Szymkowiak”, jeden z rozmowców zaczął oddawać mi pokłony. O całusach w policzki nawet nie mówię.Wróć.
2O przykłady tradycyjnej, osmańskiej architektury łatwiej teraz w Albanii, Bułgarii czy Macedonii, niż w samej Turcji.Wróć.

Komentarze

komentarzy