Jarosław Rybak – Każdy chce być komandosem

0
245

Teraz ci ludzie, już doskonale wyszkoleni, wracają do kraju, gdzie nie ma pieniędzy na dalsze ich szkolenie i opiekę psychologiczną.

To jest zbyt duże uproszczenie. Przede wszystkim żołnierze wiedzą, co jest ważne na realnym polu walki. Począwszy od wyszkolenia, przez wyposażenie, po sposób dowodzenia. Znam doświadczonych żołnierzy, którzy obawiają się, że wraz z zapowiadanym zakończeniem misji rozpocznie się powrót do przeszłości, z czasów „armii poligonowej”.

A opieka psychologiczna?

Nie jestem psychologiem, ale od dekady interesuje mnie ten temat. Jest zdecydowanie lepiej niż na początku misji w Iraku. Odnoszę jednak wrażenie, że decydenci, zarówno w Ministerstwie Obrony Narodowej, jak i Ministerstwie Zdrowia, nie rozumieją wagi problemu. Gdyby było inaczej, to jedyna w Polsce Klinika Psychiatrii i Stresu Bojowego w Wojskowym Instytucie Medycznym nie przynosiłaby miesięcznie kilkudziesięciu tysięcy złotych strat. Narodowy Fundusz Zdrowia nie pokrywa bowiem nawet połowy faktycznych kosztów leczenia weteranów mających problemy z psychiką. Jesienią ubiegłego roku w Warszawie był admirał William McRaven, szef Dowództwa Operacji Specjalnych Stanów Zjednoczonych. On dowodzi żołnierzami, którzy w powszechnej opinii są najtwardszymi z twardych. Co ciekawe, bardzo mocno akcentował sprawę opieki psychologicznej dla żołnierzy i ich rodzin. Powiedział, że po zakończeniu wojny w Afganistanie Amerykanie będą musieli zmagać się z tymi problemami jeszcze przez kilkadziesiąt lat. Dokładnie sobie zapisałem, co powiedział admirał: „Niestety nie znamy do końca efektów udziału w wojnie: duchowych, fizycznych czy umysłowych, jednak z całą pewnością możemy stwierdzić, że te skutki będą długotrwałe. Ciężko pracujemy nad tym, aby przez kolejne 20–30 lat być przygotowanym na walkę z efektami wojny”. Amerykanie do dziś mają problem z leczeniem żołnierzy z Wietnamu. W Polsce z PTSD leczymy weteranów z misji na Bałkanach, które były jakieś dwie dekady temu. Jeśli politycy, którzy systematycznie decydują o przedłużaniu naszych misji wojskowych, nie zaczną poważnie podchodzić do spraw ogólnie nazywanych stresem postraumatycznym, to będziemy mieli duży problem na lata.

Zobacz także  Gottfried Wagner - mój pradziad był ojcem nazizmu

Na polskich ulicach pojawią się snajperzy, którzy czyhają na ludzi albo psychopaci próbujący rozładować napięcie strzelaninami?

Na razie stres najczęściej objawia się piciem i przemocą domową. Dochodzi też jednak do zdecydowanie poważniejszych przypadków. Dla mnie bardzo wymowna jest historia weterana z Iraku, który leczył się z powodu PTSD. Kiedyś w czasie terapii pochylił się i zza kurtki wypadł mu bagnet. Wyjaśnił, że ucieka przed śmiercią. Jak ta śmierć będzie chciała go dopaść, zacznie się bronić. Nie wiedział, jak ta śmierć będzie wyglądać. Może zmaterializuje się w postaci sąsiada? Pasażera w autobusie? Przechodnia? Leczenie skończyło się sukcesem. Ale politycy i media zainteresują się tematem, dopiero jak dojdzie do tragedii, i do tego zainteresują na krótko. Myślę, że dla weteranów misji trudne będzie przestawienie się na życie w koszarach i dostosowanie do wymogów „armii poligonowej”.

To znaczy?

Mam na myśli model naszej armii do 2003 r., do czasu Iraku. Wojsko, którego profesjonalizm sprawdzało się na poligonie. A tam zawsze wszystko wychodziło bezbłędnie. W 2006 r., w czasie wielkich ćwiczeń „Anakonda”, jeden z generałów kazał zaatakować własne oddziały. Na wojnie byłaby to tragedia, ale generał awansował, a w 2009 r. minister obrony nawet przekonywał publicznie, że takiego zdarzenia w ogóle nie było! To właśnie jest zjawisko, które nazywam „armią poligonową”.

Generałowie, którzy nigdy nie ruszyli się zza biurka, to jedynie nasza polska specyfika?

Jestem przeciwnikiem takiego zestawienia, że są mądrzy żołnierze i głupi generałowie. To, co żołnierze nazywają betonem zamiast mózgu, zdarza się niezależnie od stopnia, wieku, sprawowanej funkcji, rodzaju formacji, w której się służy. Nie zależy też od flagi, jaką na ramieniu nosi żołnierz. Kiedyś oprowadzałem po Warszawie amerykańskiego kapitana, instruktora z ośrodka szkoleniowego w Niemczech. Opowiadaliśmy sobie, jak wygląda organizacja pokazów dla VIP-ów. No i się doskonale rozumieliśmy. Więc według mnie nie jest to typowo polski problem.

Zobacz także  Christopher W. Gortner - Czarna legenda Izabeli

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here