Jak zostałem terrorystą i dlaczego nadaremno

0
16

Chyba wszyscy wiedzą, że Amerykanie potrafią być szczególnie wrażliwi na punkcie terroryzmu. Skoro nawet amerykański senator może mieć problem z wejściem na pokład samolotu, co dopiero mówić o szarych obywatelach jakichś podejrzanych państw takich jak Polska, o których właściwie nie wiadomo, czy na pewno istnieją? Dlatego też lepiej nie wykazywać szczególnego zainteresowania budynkami ich ambasad, konsulatów itp. A już na pewno nie robić im zdjęć.

Czasem jednak trudno się powstrzymać.

Dwa lata temu, jeszcze na tyle piękny i młody, by podróżować przy pomocy biletu FIP, jadąc do Albanii miałem kilka godzin oczekiwania na przesiadkę w Belgradzie. Nie tyle, by zwiedzić Kalemegdan, ale wystarczająco, by zjeść pleskawicę, zakupić piwo na kolejne dziesięć (jak się okazało – z opóźnieniami trzynaście) godzin w pociągu do Baru, jak i by zrobić krótki spacer po stolicy Serbii.

Miałem jeden cel – amerykańska ambasada. Nie zależało mi na wizie, a na zrobieniu zdjęcia budynkowi, który nie posiada okien. To znaczy – kiedyś posiadał, ale najwidoczniej Serbowie, sfrustrowani amerykańskim poparciem dla kosowskich Albańczyków, często musieli rzucać weń kamieniami i czym bądź. W efekcie pozostawiono tylko małe lufciki na najwyższym piętrze budynku, reszta okien została solidnie zamurowana. Wyglądało to komicznie i po prostu musiałem to sfotografować.

Niestety, zauważył to strażnik stojący przed budynkiem ambasady. Zwykle w takich sytuacjach wartownik coś tam burknie, pokaże tabliczkę z przekreślonym aparatem i wraca do czytania gazety. Ale przeczytajcie jeszcze raz pierwszy akapit tego wpisu. Musiałem więc podać pilnującemu budynku Serbowi swój dowód osobisty, ten spisał wszystkie moje dane, a następnie zrobił mi zdjęcie. Jako że bateria w jego aparacie akurat się wyczerpała, musiał zrobić to, pełen profesjonalizm, przy pomocy telefonu komórkowego. Od tego czasu nie wiem, czy nie trafiłem aby na jakąś czarną listę podejrzanych nie wiadomo, o co. Dowiem się pewnie dopiero wtedy, gdy będę starał się o amerykańską wizę. Do tego czasu żyję w niepewności.

Zobacz także  Kosowskie impresje

Aha, strażnik kazał mi też skasować zdjęcia. Kiedy więc ostatnio patrząc na mapę stolicy Serbii zauważyłem, że idąc ze stadionu Crvenej Zvezdy (gdzie kupowałem bilet na mecz, o którym pisałem ostatnio) do centrum miasta będę przechodził właśnie obok budynku bezokiennej ambasady, zacząłem mieć rozterki. Z jednej strony – gdyby złapali mnie po raz drugi na dokładnie tym samym, pewnie w parę minut później Obama wysłałby za mną kilka dronów. Z drugiej – chciałem mieć to zdjęcie. Tak idąc zacząłem wymyślać super-plany o robieniu zdjęcia z zaskoczenia, użyciu telefonu itd. I co się okazało?

Ambasadę przeniesiono w inne miejsce1 , budynek jest obecnie na sprzedaż i nie pilnuje go żaden strażnik. Zdjęcia można robić skolko ugodno.

I nie mogłem zaczekać tych dwóch lat?

1Do chyba najbardziej ekskluzywnej dzielnicy Belgradu, Dedinje.Wróć.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułNajdziwniejsze państwo Europy
Następny artykułPocztówka z Chorwacji
[jmk] z Gówno Prawdy/Krótkiej Lancy/Lepszej Zmiany, twórca "Kawy i rakiji". Miłośnik małych narodów i gorszych światów. Za zarobione w korpo pieniądze zwiedza w wolnym czasie Bałkany, Postsowiecję czy Bliski Wschód.

Komentarze

komentarzy