David Irving – Staram się zrozumieć Hitlera

0
414

Rozmowa z Davidem Irvingiem, brytyjskim historykiem.

Przyszły rok to 100. rocznica wybuchu pierwszej wojny światowej, a od wybuchu drugiego globalnego konfliktu dzielić nas będzie 75 lat. O ile pierwsza wojna światowa należy już nieodwołalnie do historii i nie wywołuje w nikim większych emocji, o tyle kolejny konflikt światowy jest ciągle tematem żywym w debacie publicznej. Jakie są przyczyny aż takiej różnicy?

W Wielkiej Brytanii ludzie do dzisiaj mówią, że coś było „przed wojną” bądź też „po wojnie”, i nie mają tutaj bynajmniej na myśli na przykład wojny koreańskiej czy wietnamskiej. Sądzę, że przyczyna tkwi w tym, że druga wojna światowa była w większym stopniu wojną globalną niż konflikt z lat 1914–1918. Większą rolę odgrywała też propaganda. Rozwinięty był już film, który w latach pierwszej wojny światowej był w powijakach. To była także wojna na informacje, co zresztą w pewien sposób trwa do dziś. Warto także pamiętać, że był to konflikt, w którym istotną rolę odgrywa tragedia Żydów, której przecież nie było podczas pierwszej wojny.

Richard Pipes powiedział niegdyś, że choć napisał wiele książek o rewolucji rosyjskiej, to nigdy nie napisał książki ani o Leninie, ani o Stalinie, były to bowiem potwory, a nie postaci historyczne, i nie ma odwagi podjąć takiego tematu. Dlaczego pan bez podobnych obaw pisze o równie ponurych postaciach, jak np. Goebbels, Himmler?

Napisałem najpierw książkę o zniszczeniu Drezna w 1945 r. Ta książka zresztą wywołała spore problemy w mojej rodzinie. Mój brat służył w RAF, gdzie z powodu tej książki robiono mu przykrości. Potem przygotowałem książkę „The Mare’s Nest” poświęconą niemieckiej „cudownej broni” różnego rodzaju i jej wykorzystaniu w latach 1944–1945. W ten sposób zacząłem nie tylko tworzyć swoje archiwum, ale też zdobyłem reputację jako historyk zajmujący się drugą wojną światową. To pozwoliło mi się zapoznać z archiwami większości niemieckiej generalicji, poznałem tych ludzi osobiście bądź też ich rodziny, miałem dostęp zwłaszcza do prywatnych zapisków. Dzięki temu zgromadziłem kolekcję oryginalnych dokumentów, której nie ma żaden inny historyk. Wszystko to pozwoliło mi napisać „Wojnę Hitlera”. Kiedy ją tylko ukończyłem, zacząłem pracę nad książką o Erichu Rommlu, która nie kosztowała mnie tak naprawdę wiele wysiłku, skoro cała praca została wykonana przy „Wojnie Hitlera”. Potem powstały książki o Rudolfie Hessie, Hermanie Goeringu, marszałku lotnictwa Erhardzie Milchu. Ta ostatnia książka była o tyle łatwiejsza, że Milch podarował mi swoje dzienniki właśnie po to, bym mógł napisać jego biografię.

Zobacz także  Nie taka Białoruś straszna

Używając tych samych metod, napisałem biografie sporej części przywódców nazistowskich. Starałem się pisać o nich jak o rzeczywistych ludziach, odrzucając po drodze wiele legend, co z kolei przysporzyło mi wielu wrogów.

Miałem też tę przewagę nad innymi historykami, że pisałem interesujące książki. Historycy zaś zazwyczaj piszą po prostu książki nudne. Uważam, że nie ma powodu pisać książki, jeżeli nikt jej nie będzie chciał przeczytać. Podczas swojej pracy starałem się więc wykorzystywać narzędzia i metody literackie: ich humor, tempo, długość zdań. Zawsze chciałem, by czytelnicy poznali bohaterów moich książek możliwie najlepiej, by mogli spojrzeć na dziejącą się historię z ich perspektywy.

Kiedy czytałem „Wojnę Hitlera”, miałem wrażenie, że opisuje pan postać historyczną, nie zaś skończonego potwora.

Mogę opowiedzieć tutaj pewną anegdotę. Jeden z moich żydowskich przyjaciół, zresztą amerykański historyk, zapytał mnie:

„David, jakie cele stawiasz sobie w tej książce?” Odpowiedziałem, że staram się zrozumieć Hitlera. Po przeczytaniu stwierdził zaś, że jest to praca tak napisana, że aż niemalże żałuje się, iż Rzesza wojny nie wygrała.

No tak. W „Wojnie Hitlera” przedstawia pan kanclerza Niemiec tak, jakby był normalnym, może nawet wielkim, mężem stanu, ot, podobnie się pisze o Napoleonie, a nie wyjątkowym monstrum.

Nie koncentrowałem się na jego zbrodniczym charakterze, raczej na jego działaniach i staraniach. Zresztą teraz, kiedy piszę biografię Himmlera, dochodzę do bardzo interesujących wniosków. Sądzę, że Himmler nie mówił Hitlerowi wszystkiego, wykorzystywał autorytet Führera, ale nie tłumaczył mu się ze wszystkich swoich działań. Kiedy przyjmiemy do wiadomości ten punkt widzenia, nagle wiele innych rzeczy, których historycy nie potrafią wyjaśnić, staje się dla nas jasne. W swoim testamencie Hitler nakazywał swojemu następcy dalszą wojnę z Żydami „z takim samym przekonaniem, z jakim walczyliśmy przez ostatnie cztery lata, z wykorzystaniem bardziej humanitarnych metod, niż czynili to nasi wrogowie, chcąc nas zniszczyć” – miał tu zapewne na myśli bombardowania miast i śmierć dziesiątków tysięcy cywilów, kobiet i dzieci. Trudno to sformułowanie o „humanitarnych metodach” zrozumieć, chyba że się przyjmie założenie, że Hitler miał na myśli wysiedlenie Żydów z Niemiec do Polski i wschodniej Europy.

Zobacz także  Christopher W. Gortner - Czarna legenda Izabeli

Komentarze

komentarzy